Klotnia o trzy stopy

(Текст на польском языке предоставлен без диакритических знаков из-за технических ограничений платформы)

Klotnia o trzy stopy
Gaweda w duchu Wladyslawa Syrokomli
Danii; Lazko
Tuapse, 28 pazdziernika 2026

Kto szedl do nas, do mlyna, droga od kosciola,
ten pamieta, jak bloto lapie woz za kola.
Za mostkiem rosnie grusza na samej granicy,
krzywa, starsza od wszystkich dziadow w okolicy.

Pod nia row, ktorym woda po roztopach schodzi,
i ta gliniasta miedza, co dwa pola godzi.
Latem pachnie tam siano i mokra pokrzywa,
a kon, gdy mija grusze, lisc z galezi zrywa.

Lat czterdziesci na chorze — widzialem tu wiele:
pamietam chrzciny, sluby, pogrzeby, niedziele;
niejednemu zagralem na ostatnia droge,
wiec choc sedzia nie jestem, cos powiedziec moge.

Pan Seweryn Korycki — to szlachta z zascianka:
z sygnetem po pradziadzie w pole idzie z ranka.
Uczciwy jest, to prawda, lecz o byle slowo
obraza sie na miesiac, z przodkami — zbiorowo.

Ziemi ma tyle, ile przejdzie sie w pacierzu,
a nosi sie tak prosto, jakby byl w pancerzu.
Lecz kiedy komu szkapa padnie na ugorze,
da swoja, choc sam nie wie, czym potem zaorze.

Za rowem Jan Pakula, gospodarz od dziada,
co liczy kazda skibe i malo powiada.
Ojcowskiej ziemi nie da ni grudki, ni ziarna,
choc jest, Bog swiadkiem, mokra, gliniasta i marna.

Cudzym slowom nie wierzy, lecz gdy komu w rowie
woz ugrzeznie po osie — pchnie i nic nie powie.
Potrafi o grosz jeden do zmroku sie spierac,
a siano umie z laki jak nikt inny zbierac.

Poszlo o pasek miedzy ledwie na trzy stopy,
na ktorym nie postawisz nawet jednej kopy.
Korycki mowi: „Ojciec palik wbil za grusza”,
Jan: „Stoi, gdzie stal zawsze, recze za to dusza”.

Kazdy ma swego ojca i swoje wspomnienie:
jeden slyszal: „Po grusze”, drugi: „Po kamienie”.
Ten widzi, jak nieboszczyk oral az do wody,
a tamten — jak sie cofal, by nie zrobic szkody.

Seweryn za pol bruzdy powola sie smiele
na trzech swoich pradziadow i herb ich w kosciele;
Jan krokami odmierza pas od stogu siana
i kloci sie, czyj dluzszy — jego krok czy pana.

„Pan cudza ziemie mierzy — mowi Jan — honorem”.
„A ty swoja, Pakulo — na to pan — uporem”.
Odtad juz nie pozycza sobie ani brony,
a przed kosciolem kazdy patrzy w inne strony.

Co Jan mruknal przy kuflu, szwagier dalej podal,
a kum, jak to u kumow, cos od siebie dodal;
a co pan rzekl na ganku, w karczmie sie rozroslo
i do Jana jak pozew po wsi sie ponioslo.

Gdy raz palik nad ranem chwial sie jak pijany,
kazdy wiedzial, przez kogo byl w nocy ruszany;
a to sie Pietrusiowej krowa o pal tarla
i przy okazji gruszke spod galezi zzarla.

Lecz krowie kto uwierzy? Krowa nie ma rodu
i w karczmie nie postawi kufla ani miodu.
W Zaduszki obaj ojcom swiece zapalili,
a dym z obu, nim zniknal, zszedl sie w jednej chwili.

Latem, po sianokosach, kot sie myl za uchem,
pies wlazl do budy, brzeczac za soba lancuchem;
od Niemna nad lasami szla chmura sinawa
i nim pierwszy grom trzasnal, pokladla sie trawa.

Tak lalo, ze na chorze nie slyszalem dzwonu,
a strugi niosly gline z kazdego zagonu.
Com nie widzial, to powiem, tak jak mi mowili,
a w tym, kto komu pomogl, troche sie roznili.

Row, co go nikt od zwady nie czyscil z galezi,
zatkal sie — i juz woda rwala jak z uwiezi.
Pan wybiegl bez kapoty, brnal po kostki w blocie,
Jan — z drugiej strony rowu, sam, przy swej robocie.

Kazdy ratowal swoje, nie wiedzac o drugim,
bo deszcz stal miedzy nimi murem szarym, dlugim.
Wtem wicher konar z gruszy rzucil w row z loskotem
i woda sie spietrzyla pod nim jak pod plotem.

Pan chwycil go za seki, szarpnal — i sie zsunal
w row po piers, a deszcz na to jeszcze mocniej lunal.
Wtedy Jan, nie czekajac zadnego wolania,
za kolnierz go jak worek wywlokl bez gadania.

Pan zas, ledwie odsapnal, podal mu lopate,
bo Janowa juz woda niosla gdzies za chate;
i we dwoch, jednym dragiem, odsuneli klode,
a uwieziona woda poszla na swobode.

Potem siedli pod grusza, mokrzy az do kosci,
i nie stalo im sily do calej tej zlosci.
Pan spojrzal na swoj sygnet — caly w zoltej glinie,
Jan — na lapcie; i zaden nie mowil o winie.

Dopiero w tydzien potem, w niedziele po sumie,
Pakula mnie przy kruchcie za rekaw wzial w tlumie:
„Z Koryckim chcemy miedze wytyczyc na nowo,
a pan niech bedzie swiadkiem — niby urzedowo”.

Byli przy tym Hryniewicz, Sawicz i ja z laska
— bez sadu, bez rejenta, sama Boza laska.
Granica — row; na koncach dwa kamienie w ziemi,
wkopane po pas w gline, jak swiadkowie niemi.

Kazdy cos tam ustapil, jak wsrod gospodarzy,
a z gruszy — co obrodzi, po rowno sie zwazy.
Grusza, choc bez konara, stoi tam, gdzie stala,
jakby o calej sprawie nigdy nie wiedziala.

Jesienia Jan przy gruszkach wazy, az sie poci,
pan trzyma kosz, a sygnet mu sie w sloncu zloci;
o ostatnia sie kloca, jak niegdys ojcowie,
az w koncu ja oddaja Pietrusiowej krowie.


Analiza literacka

1. Gatunek: gaweda wierszem
„Klotnia o trzy stopy” nalezy do gawedy – gatunku, ktory w literaturze polskiej XIX wieku wyrosl z ustnej opowiesci szlacheckiej (Henryk Rzewuski, Pamiatki Soplicy) i ktory Wladyslaw Syrokomla rozwinal w gawedzie wierszowanej, nadajac jej ton serdeczny, obyczajowy i bliski ludziom prostym. Gaweda zaklada obecnosc opowiadacza, ktory mowi do sluchaczy tak, jak mowi sie przy stole: z dygresja, przypomnieniem, zastrzezeniem i usmiechem. Fabula jest tu wazna, ale rownie wazny jest glos, ktory ja niesie.
Utwor jest gaweda w pelnym sensie tego slowa. Opowiada ja stary organista parafialny, swiadek zycia okolicy, ktory nie udaje wszechwiedzacego narratora. Jest czlowiekiem z pamiecia, z poczuciem humoru i z uczciwoscia kogos, kto wie, ze opowiesc w karczmie zmienia sie zaleznie od tego, kto postawi kufel.

2. Styl Syrokomli w wierszu
Wiersz nie jest pastiszem ani parafraza zadnego konkretnego utworu Syrokomli. Nie powtarza jego fraz ani rozwiazan kompozycyjnych. Z jego poetyki przejmuje to, co najistotniejsze: sposob patrzenia na czlowieka, stosunek opowiadacza do opowiadanej historii, prostote mowy i umiejetnosc wydobywania prawdy o charakterze z codziennych zdarzen.
Opowiadacz z wnetrza swiata. Syrokomla, „lirnik wioskowy”, mowil glosem ludzi znajacych okolice od dziecka. Organista miesci cala swoja biografie w jednym czterowierszu: „Lat czterdziesci na chorze – widzialem tu wiele: / pamietam chrzciny, sluby, pogrzeby, niedziele”. Ma tez dystans do siebie: „wiec choc sedzia nie jestem, cos powiedziec moge”. Zastrzezenie „Com nie widzial, to powiem, tak jak mi mowili” jest gestem uczciwosci typowym dla relacji ustnej, a zarazem dowcipem, bo kazdy z bohaterow opowiada akcje ratunkowa po swojemu.
Swojskosc i konkret. Swiat przedstawiony zbudowany jest z kilku dokladnych szczegolow, a nie z katalogu krajobrazowych rekwizytow: bloto, ktore „lapie woz za kola”, mokra pokrzywa, kon zrywajacy lisc z galezi, kot myjacy sie za uchem i pies wchodzacy do budy przed burza, czyli znaki ludowej meteorologii. Realia pogranicza – Niemen, zasciankek, karczma, suma, kruchta, Zaduszki – nie sa dekoracja, lecz porzadkiem codziennosci.
Humor z charakteru. Komizm nie rodzi sie z karykatury, lecz z zachowania postaci: Korycki „obraza sie na miesiac, z przodkami – zbiorowo”, Jan mierzy sporny pas krokami i kloci sie, czyj krok jest dluzszy, a plotka rosnie od kufla do kufla, az dociera do Jana „jak pozew”. Prawdziwa winowajczynia okazuje sie krowa Pietrusiowej, ale jej nikt nie uwierzy, bo „nie ma rodu”. Ironia osmiesza dume, ale nie poniza czlowieka.
Wspolczucie dla zwyklych ludzi. Obaj sasiedzi maja swoje racje i swoje ukryte dobro. Korycki oddaje wlasna szkape, gdy komus padnie kon, „choc sam nie wie, czym potem zaorze”. Jan pcha cudzy woz, ktory ugrzazl w rowie, „i nic nie powie”. To etyka bliska Syrokomli: dobro schowane pod przywarami, widoczne dopiero dla kogos, kto patrzy z zyczliwoscia.
Religijnosc jako obyczaj. Dzwon, chor, suma, kruchta i Zaduszki naleza do rytmu zycia, a nie do kazania. Najmocniej dziala scena zaduszkowa: obaj zapalaja swiece ojcom, a dym z obu „zszedl sie w jednej chwili”. Pojednanie zostaje zapowiedziane obrazem, zanim ktokolwiek je wypowie.
Jezyk. Utwor pisany jest zywa, wspolczesna polszczyzna z lekkim kolorytem dawnej prowincji litewsko-bialoruskiej: szkapa, kopa, skiba, kapota, zasciankek, rejent, lapcie. Slowa dawne pojawiaja sie tam, gdzie naleza do mowiacego i do sytuacji, a nie jako ozdoba.

3. Wersyfikacja
Wiersz liczy sto wersow w dwudziestu pieciu czterowierszach. Podstawa jest trzynastozgloskowiec ze sredniowka po siodmej sylabie (7+6), z zenskimi zakonczeniami i rymami parzystymi AABB. Tok jest zdaniowy i naturalny. Przerzutnie sa rzadkie i funkcjonalne: w zdaniu „i sie zsunal / w row po piers” granica wersu odtwarza samo osuniecie sie w wode. Regularnosc metrum dziala jak rytm opowiesci przy stole – spokojny, rowny, pozwalajacy sluchaczowi sledzic historie bez wysilku.
Tytul zawiera gre, ktora latwo przeoczyc: „stopa” to dawna miara dlugosci, ale takze jednostka metryczna. Klotnia o trzy stopy ziemi zostaje opowiedziana wierszem, w ktorym kazda sylaba jest odmierzona rownie starannie, jak Jan odmierza krokami sporny pas.

4. Kompozycja
Opowiesc rozwija sie w szesciu ruchach o celowo nierownej dlugosci. Strofy 1–3 wprowadzaja miejsce i glos narratora, strofy 4–7 przedstawiaja bohaterow przez ich czyny i nawyki. Najdluzej, przez strofy 8–14, trwa spor: miedza, rozbiezna pamiec ojcow, herb i kroki, zerwanie sasiedzkich obyczajow, plotka, nocny palik, krowa i Zaduszki. Strofy 15–21 to ulewa i wspolna praca, strofy 22–24 – ugoda, a strofa 25 – final. Proporcje odpowiadaja doswiadczeniu: w zyciu najdluzej trwa wlasnie klotnia, a pojednanie zalatwia sie szybko i bez pompy.
Utwor spina podwojna klamra. Grusza otwiera i zamyka opowiesc, a krowa Pietrusiowej, ktora w srodku utworu jest jedyna prawdziwa winowajczynia ruszania palika, w finale dostaje ostatnia gruszke. Spor i jego rozwiazanie zostaja w ten sposob polaczone jednym komicznym watkiem.

5. Bohaterowie
Seweryn Korycki to sygnet, herb, przodkowie i drazliwy honor, ale tez hojnosc. Jan Pakula to skiba, krok i grosz, nieufnosc wobec cudzych slow, ale tez uczynnosc. Zaden nie jest winowajca, ktorego wystarczy zawstydzic. Kluczowy jest wers „Kazdy ma swego ojca i swoje wspomnienie”: spor toczy sie nie tyle o ziemie, ile o pamiec. Kazdy pamieta inne slowa zmarlyego ojca, inny szczegol dawnego gospodarowania, i kazdy ma racje w granicach wlasnej pamieci.
Zgoda nie zmienia charakterow. W finale sygnet pana nadal blyszczy – „a sygnet mu sie w sloncu zloci” – a Jan nadal wazy gruszki tak dokladnie, „az sie poci”. Zmienia sie nie natura ludzi, lecz sposob, w jaki sie do siebie odnosza.

6. Przedmioty, ktore mowia
Grusza jest granica, swiadkiem, ofiara burzy i zrodlem owocow. Po wszystkim stoi tam, gdzie stala, „jakby o calej sprawie nigdy nie wiedziala” – natura pozostaje obojetna na ludzkie racje, co stanowi najdelikatniejszy komentarz narratora.
Row zostaje zaniedbany, bo „nikt od zwady nie czyscil” go z galezi. Spor ma wiec skutki materialne: niebezpieczenstwo, ktore zmusza bohaterow do wspolnej pracy, wynika z samej klotni. Symbol rodzi sie tu z gospodarki, a nie z autorskiego objasnienia.
Palik i kamienie tworza pare przeciwienstw. Palik jest ruchomy i podejrzany, kolysze sie „jak pijany”. Kamienie wkopane „po pas w gline, jak swiadkowie niemi” wyznaczaja granice wspolna, ktorej nikt juz nie przesunie. Rozwiazanie podejmuje przy tym echo dawnego sporu – jeden z synow pamietal slowa ojca: „Po kamienie”.
Sygnet w glinie i lapcie to najkrotszy obraz zrownania bohaterow: znak szlacheckiej dumy i znak chlopskiego ubostwa pokrywa to samo bloto. Zaden z nich nie mowi wtedy o winie.
Krowa jest prawdziwa sprawczynia nocnego zamieszania i zarazem ostatnia beneficjentka sporu. Oddanie jej ostatniej gruszki zamienia dawna wrogosc w obyczaj: o ostatnia gruszke wciaz sie kloca, „jak niegdys ojcowie”, ale klotnia konczy sie zartem, nie uraza.

7. Sens utworu
Maly spor o waski pas miedzy staje sie soczewka, w ktorej widac ludzka dume, pamiec rodzinna, sasiedzka nieufnosc i mechanizm plotki. Pojednanie nie przychodzi z kazania, z wyroku sadu ani z odnalezionego dokumentu. Przychodzi z czynu: z wyciagniecia sasiada z rowu bez slowa, z podanej lopaty, ze wspolnie odsunietej klody. Dopiero po czynie przychodzi slowo, a po slowie – praktyczna ugoda: granica na rowie, dwa kamienie, podzial owocow na wadze.
Ugoda nie czyni z ludzi aniolow. Sasiedzi nadal sie spieraja, ale sam spor zmienia nature: z wrogosci staje sie rytualem, z rytualu – zrodlem humoru. Moral nie zostaje wypowiedziany. Czytelnik zapamietuje nie teze o wartosci zgody, lecz dwoch upartych ludzi, ktorzy znow potrafia stac obok siebie przy jednej wadze.

8. Wyjatkowosc utworu
Wyjatkowosc „Klotni o trzy stopy” polega na polaczeniu wiernosci poetyce z calkowita samodzielnoscia fabuly. Utwor nie kopiuje Syrokomli, lecz pokazuje, ze jego sposob widzenia czlowieka nadal dziala: mozna opowiedziec nowa historie, w ktorej to, co dziewietnastowieczne, sluzy temu, co ponadczasowe.
Na uwage zasluguje narrator, ktory laczy autorytet swiadka z pokora kogos, kto wielu rzeczy nie widzial i otwarcie to przyznaje. Komizm pozbawiony jest okrucienstwa – role winnego przejmuje krowa, a nie czlowiek. Ugoda ma charakter materialny i sprawdzalny: kamienie i waga sa trwalsze od deklaracji. Wreszcie wiersz jest zwiezly w sposob rzadki dla gawedy: kazdy czterowiersz wnosi zdarzenie, szczegol obyczajowy albo zmiane relacji miedzy bohaterami.
Utwor powstal w tworczosci autora pracujacego na styku polszczyzny, bialoruszczyzny i rosyjszczyzny – poety i tlumacza poezji polskiej. Takie spojrzenie z pogranicza jezykowego odpowiada duchowi samego Syrokomli, ktory pisal po polsku o swiecie litewsko-bialoruskim, z czuloscia dla jego ludzi i ich mowy.

«Klotnia o trzy stopy»
Авторские переводы на белорусский и русский языки
Даниил Лазько
Туапсе, 28 октября 2026 года
Оба перевода выполнены автором оригинала с польского текста гавенды «Klotnia o trzy stopy». Белорусский перевод приводится в двух графических системах — кириллицей и белорусской латиницей (лацінкай). Заключительный раздел описывает принятые решения, адаптации и потери.
;
Белорусский перевод. Кириллица
Сварка за тры стопы
Аўтарскі пераклад з польскай мовы
Хто з касцёла ў млын ехаў па нашай дарозе,
той помніць, як па гразі конь брыдзе ў знямозе.
За масточкам, на ўзмежку, ёсць груша крывая,
старэйшая за дзедаў, ды ўся ўжо сівая.

Пад ёю — роў, і ўвесну вада па ім сходзіць,
і мяжа гліністая, што палі разводзіць.
Улетку пахне сенам і мокрай травою,
а конь, ідучы міма, ліст рве над сабою.

Сорак гадоў на хорах — бачыў я нямала:
і хрэсьбін, і вяселляў, і хаўтур бывала;
шмат каго ў апошнюю правёў я дарогу,
дык хоць і не суддзя я, — дзякуючы Богу.

Пан Севярын Карыцкі — то шляхта з засцянка:
з пярсцёнкам ад прадзеда ідзе ў поле з ганка.
Сумленны ён, ды толькі за пустое слова
пакрыўдзіцца на месяц, з продкамі — гуртова.

Зямлі — за адзін пацер абыйдзеш, ды годзе,
а ходзіць прама, горда, як войска ў паходзе.
Ды як у каго шкапа зваліцца на лузе,
аддасць сваю, хоць потым сам — пры голым плузе.

За ровам — Ян Пакула, што з дзядоў тут ворыць,
што скібы падлічае і мала гаворыць.
Не дасць зямлі бацькоўскай ні грудкі, ні цалі,
хоць мокрую, Бог сведка, ледзь бацькі аралі.

Чужым словам не верыць, ды як каля рова
чый воз ляжа па восі, — пхне, і ўся размова.
Ён і за грош гатовы да змроку спрачацца,
а сена з лугу зграбці — дзе там з ім раўняцца.

А сварка — за палоску можа, на тры стопы,
на якой не паставіш нават адной копы.
Карыцкі кажа: «Бацька забіў кол за грушу»,
Ян: «Стаіць, дзе стаяў ён, — закладаю душу».

У кожнага свой бацька і сваё ўяўленне:
адзін чуў: «Аж па грушу», другі: «Па каменне».
Той бачыць, як нябожчык далёка заходзіў,
а той — як ён з-пад грушы плуг убок адводзіў.

Севярын за паўскібы цягне род у поле:
і трох сваіх прадзедаў, іх герб у касцёле;
Ян крокамі мерае пас з самага рана
і спрачаецца — чый жа даўжэй: свой ці пана.

«Пан, — кажа Ян, — чужое мерыць ганарліва».
Пан: «Ты ж сваё, Пакула, сам мерыш скнарліва».
Ужо не пазычаюць і нават сякеры,
а ў касцёл ідзе кожны праз іншыя дзверы.

Што Ян буркнуў пры кухлі, швагер нёс па хатах,
а кум, як і належыць, дадаў — і па сватах;
а пана слова з ганку ў карчме разраслося
і, як позва, да Яна вёскай панеслося.

Аднойчы кол на золку хістаўся, як п'яны,
кожны ведаў, чые там ноччу былі планы;
а то Тэкліна, бачыш, карова кол цёрла
і грушку пры нагодзе з галінкі — ды ў горла.

Ды хто карове ўверыць? Карова без роду
і ў карчме не паставіць ні піва, ні мёду.
На Дзяды кожны бацьку свечачку паставіў,
а іхнія два дымкі вецер разам сплавіў.

А пасля сенакосу кот мыў лапай вуха,
сабака лёг у будку, і ўсё сціхла глуха;
з-за Нёмана над лесам вецер цягнуў хмару,
і трава легла ніцма да першага ўдару.

Так ліло, што на хорах не чуў я і звону,
і гліна плыла з поля, з кожнага загону.
Чаго сам я не бачыў, скажу, як казалі,
а ў тым, хто з іх ратуе, — ролі памянялі.

Роў, што з-за сваркі кожны і чысціць не браўся,
загаціўся, і бурны паток з яго рваўся.
Пан выбег без жупана, грузнуў у балоце,
Ян — па другі бок рова, адзін, пры рабоце.

Кожны ратаваў збожжа, пра таго не ведаў,
бо дождж стаяў сцяною паміж двух суседаў.
Ды віхор сук з той грушы кінуў у роў з лёту,
і вада ўся ўзнялася пад ім, як ля плоту.

Пан ухапіў галіну, рвануў — і зваліўся
у роў, а дождж з нябёсаў мацней яшчэ ліўся.
Тут Ян, не чакаючы ні просьбы, ні ўклону,
яго, як мех з мукою, выцягнуў з палону.

А пан, ледзь аддыхаўся, яму даў лапату,
бо Янаву ўжо плынню панесла за хату;
і ўдваіх, адной жэрдкай, зрушылі калоду,
а вада, што стаяла, выйшла на свабоду.

Потым селі пад грушай, змоклыя да косці,
і не стала ім сілы для ранейшай злосці.
Пан глянуў на пярсцёнак, утоплены ў гліну,
Ян — на лапці; ніводзін не ўзгадаў правіну.

Праз тыдзень, у нядзелю, як званілі з вежы,
Узяў мяне Пакула і мовіў пра межы:
«Мяжу з панам Карыцкім правядзём нанова,
а пан хай будзе пісар, — і справа гатова».

Былі пры тым Грыневіч, Савіч, я, — хапіла:
без суда, без рэента, без пяра й чарніла.
Мяжою — роў; па глыбе з канцоў укапалі
па пояс, — каб, як сведкі, вечна там маўчалі.

Саступіў кожны крыху, шчыра, пры абразе,
а з грушы ўсё, што ўродзіць, — папалам, па вазе.
Груша, хоць без галіны, стаіць, дзе стаяла,
нібыта пра ўсю справу ніколі не знала.

Увосень Ян пры грушах важыць, аж пацее,
а пан трымае кошык, пярсцёнак злацее;
за апошнюю ж — сварка, бы з бацькамі ў змове,
аж аддаюць урэшце Тэклінай карове.

;
Русский перевод
Ссора из-за трёх стоп
Авторский перевод с польского

Кто с мельницы езжал к костёлу по дороге,
тот помнит, как в грязи и кони вязнут, дроги.
За мостиком — межа и груша, всех старее
окрестных стариков и их самих кривее.

Под нею ров: по нём вода весной уходит,
и глинистый рубеж, что обе пашни сводит.
Там летом дух сенца и мокрая крапива,
а конь у груши той листок сорвёт лениво.

Лет сорок — органист, видал я здесь немало:
и свадеб, и крестин, и похорон бывало;
не одному сыграл в последнюю дорогу,
и хоть я не судья, скажу кой-что, ей-богу.

Корыцкий Северин — застенковое панство:
в поля идёт с утра, а перстень — всё убранство.
Он честен, это так, но за обмолвку сразу
на месяц он надут, и род — как по указу.

Всю землю обойдёшь за срок одной молитвы,
а прям — как в латах он стоит в преддверье битвы.
Но если у кого падёт на пашне кляча,
отдаст свою, а сам пахать чем — вот задача.

За рвом — Пакула Ян, хозяин, как и деды,
что всякий пласт сочтёт и редкий гость беседы.
Земли отцовской он ни пяди не уступит,
хоть мокрая, Бог весть, и глина плуг там тупит.

Он верит не словам. А чей-то воз застрянет
по оси — пхнёт плечом, и хвастать он не станет.
За грош он до темна способен препираться,
а сено убирать — с ним некому тягаться.

А спор — о полосе в три стопы, а не шире,
где и копну одну не втиснуть в этом мире.
Корыцкий: «Мой отец забил свой кол за грушу»,
Ян: «Там стоит, где был, — хоть заложу и душу».

У каждого — отец, своё и разуменье:
«За грушу!» — слышал тот, а этот — «До каменья».
Тот видит, как отец пахал до самой грани,
а тот — как отступал, чтоб не было и брани.

Пан ради полпласта зовёт свой род на поле:
трёх прадедов и герб, что у него в костёле;
Ян мерит от стожка шагами до бурьяна
и спорит: чей же шаг длинней — его ли, пана?

«Чужое, — молвит Ян, — пан меряет спесиво».
Пан: «А своё-то, Ян, ты меряешь ревниво».
С тех пор ни бороны не даст никто для сева,
а у костёла — тот направо, тот — налево.

Что Ян бурчал в корчме, то шурин нёс по хатам,
а кум, как кум, — своё добавил, и по сватам;
а что промолвил пан, в корчме и разрослося
и к Яну по селу повесткой понеслося.

Когда наутро кол качался, словно пьяный,
то каждый знал: сосед старался — больно рьяный;
а Петрусихи там корова тёрлась боком
и грушку — цап! — с ветвей, конечно, ненароком.

Да кто поверит ей? Корова — без породы,
и не возьмёт в корчме на пиво все расходы.
Отцам в Задушный день зажгли по свечке оба,
а дым от двух свечей сошёлся — врозь два гроба.

Раз летом, в сенокос, кот мылся за ушами,
пёс в будку влез, и цепь гремела под ногами;
от Немана — гроза, лиловая, как слива,
и травы до громов пригнулись, будто грива.

Так хлынуло, что я не слышал звона с хоров,
и глину гнал поток с полей и косогоров.
Чего не видел сам, скажу, как говорили,
а кто кого спасал — себя и тут хвалили.

Ров, что со дня вражды никто не чистил толком,
забился — и вода рванулась диким волком.
Пан выбежал, раздет, по щиколотку в жиже,
а Ян — за рвом, один, где берег чуть пониже.

Своё спасал любой, не видя и соседа,
дождь между ними встал стеной — не видно следа.
Вдруг ветер с груши сук швырнул во ров со треском,
и вздыбилась вода, как у плотины, с плеском.

Пан за сучки схватил, рванул — и вниз сорвался
по грудь — во ров, а дождь сильнее разыгрался.
Тут Ян, без лишних слов, без просьбы и без зова,
за шиворот его, как куль, рванул — толково.

А пан, едва вздохнув, ему подал лопату,
ведь Янову вода уже несла за хату;
вдвоём, одним шестом, и сдвинули колоду,
и пленная вода пустилась на свободу.

Под грушею потом — промокшие до нитки —
сидят — и злость прошла, остались лишь убытки.
Пан смотрит: перстень весь в налипшей жёлтой глине,
Ян смотрит в лапти. Слов о споре — ни в помине.

Неделю погодя, в воскресный день, у входа,
Пакула взял меня под локоть средь народа:
«С Корыцким мы межу проложим, пане, снова,
а пан, как на суде, свидетель — и готово».

При этом Савич был, Гриневич, я — с клюкою,
без писарей, судов — под Божьею рукою.
Межа — по рву; в концах два камня вековые
по пояс в глине, как свидетели немые.

Чуть уступил любой — как люди, полюбовно,
а груши — пополам, по весу, чтобы ровно.
Без ветви, груша там стоит, где и стояла,
как будто обо всём и знать того не знала.

Под осень Ян весы наладит — и потеет,
а пан — с корзиной; луч на перстне золотеет.
Из-за последней — спор, как спорили и предки,
и отдают в конце корове той соседки.
;
О переводах
1. Статус и источник
Оба перевода авторские: их выполнил автор польского оригинала. Источник — окончательная редакция «Klotnia o trzy stopy»: 100 строк, 25 четверостиший, польский тринадцатисложник 7+6 с женскими окончаниями и парной рифмовкой AABB. Авторский статус позволяет свободнее обращаться с культурными реалиями, но каждая адаптация и каждая потеря ниже названа прямо.
2. Белорусский перевод
Форма. Сохранён размер оригинала: тринадцатисложник 7+6, женские окончания, рифмовка AABB. Польская норма требует безударного седьмого слога перед цезурой; в белорусском переводе она соблюдена во всех ста строках. В шести строках ударение приходится на пятый слог (дактилическая цезура, допустимая и в польском стихе), мужских цезур нет. Текст дан в нормативной белорусской орфографии.
Культурные адаптации. Задушки заменены Дзядами: для Новогрудчины это точнее, поминальный обычай общий для католиков и православных. Pietrusiowa стала Тэклей: притяжательная форма «Пятрусіхінай» не укладывается в шестисложное полустишие. Польское «niby urzedowo» передано образом писаря («а пан хай будзе пісар»), который тут же получает продолжение: соглашение заключают «без пяра й чарніла». Соседи, переставшие здороваться у костёла, входят в него «праз іншыя дзверы». Польское «kazdy wiedzial, przez kogo byl ruszany» стало «кожны ведаў, чые там ноччу былі планы»: подозрение выражено через ночные «планы» соседа. Слова рассказчика «cos powiedziec moge» заменены добавленной иронией: «дык хоць і не суддзя я, — дзякуючы Богу» — рассказчик рад, что ему не приходится судить. Финальный спор «jak niegdys ojcowie» стал спором «бы з бацькамі ў змове»: сыновья продолжают ссору отцов уже как семейный обряд, и отдача последней груши корове естественно его завершает.
Потери. Формула «sam; Bo;; ;ask;» уступила бытовой детали «без пяра й чарніла»; религиозная нота перенесена в строку «шчыра, пры абразе», где вместо этого потеряна ирония «jak wsrod gospodarzy». Пропали серый цвет стены дождя и глубина падения «po piers». Ушёл жест «za kolnierz», а польский «worek» стал «мехом з мукою» — это сравнение связывает сцену спасения с мельничной дорогой первой строки. Сума, паперть и жест «za rekaw» заменены колокольным звоном с вежи и простым «узяў мяне Пакула». Перстень утратил геральдическую точность сигнета. Сдвиг усиления: польское «troche sie roznili» стало «ролі памянялі» — каждый называет спасителем себя.
3. Белорусская латиница
Латинская версия получена транслитерацией нормативного кириллического текста по правилам классической белорусской латиницы. Твёрдое «л» передаётся как ;, мягкое (перед е, ё, ю, я, і и мягким знаком) — как l. После согласных йотированные гласные пишутся как ie, io, iu, ia; после ж, ш, ч, р — как e, o, u, a; в начале слова, после гласных, ў, мягкого знака и апострофа — как je, jo, ju, ja. Буква і после гласных и апострофа передаётся как ji, в остальных случаях — как i. Используются ; для ў, h для г, ch для х, c для ц, ;, ;, ;, а мягкий знак передаётся диакритикой: ;, ;, ;, ;, d;.
Ассимилятивная мягкость, которую тарашкевица обозначает на письме, не восстанавливается: латинская версия точно следует кириллической редакции, а не её тарашкевицкому варианту. Так обе графические системы передают один и тот же текст, слово в слово.
4. Русский перевод
Форма. Польский тринадцатисложник передан шестистопным ямбом с постоянной цезурой после шестого слога — традиционным русским эквивалентом этого размера. Все сто окончаний женские, по тринадцать слогов, как в оригинале; рифмовка AABB. Отвергнуты два варианта. Классическое русское чередование мужских и женских пар превратило бы однородный польский ход гавенды в интонацию оды. Силлабический стих 7+6 без опоры на ударение воспринимался бы русским ухом как сбитый ямб.
Находки и адаптации. Сохранены костёл (ради него в первой строке изменено направление пути: «с мельницы к костёлу» вместо польского «od kosciola do mlyna»), застенковая шляхта («застенковое панство»), Задушный день, рассказчик-органист с сорока годами службы. Польское «z przodkami — zbiorowo» передано строкой «и род — как по указу», «jak wsrod gospodarzy» — словами «как люди, полюбовно». Официальность «niby urzedowo» выражена сравнением «как на суде», которое через строку перекликается с «без писарей, судов». Финальный спор «как спорили и предки» возвращает перекличку с поколением отцов.
Потери и добавления. Перстень лишился родословной «po pradziadzie»; предки возвращаются через герб в костёле. Мёд стал «расходами на пиво», серая стена дождя потеряла цвет, плетень — плотиной, «za rekaw» — «под локоть», сума и паперть — «в воскресный день, у входа», из перечня в третьей строфе выпали «niedziele», а «przy swej robocie» — деталью «где берег чуть пониже». Имя Петрусихи в финале заменено отсылкой «корове той соседки». Рассказчик получил несколько гипербол, которых нет в оригинале («и их самих кривее», «не втиснуть в этом мире», «врозь два гроба»): это сознательное усиление гавендового голоса, а не перевод.
5. Проверка формы
Все три текста проверены построчно программными средствами: число слогов в полустишиях, положение цезуры, отсутствие повторов среди рифмующих слов. Для русского перевода дополнительно размечены ударения во всех ста строках и проверено, что сильные места шестого и двенадцатого слогов ударны, а сверхсхемных ударений на нечётных слогах нет. Для белорусского перевода по каждой строке проверено ударение в слове перед цезурой: седьмой слог безударен во всех ста строках.


Рецензии