Pod furtka

(Текст на польском языке предоставлен без диакритических знаков из-за технических ограничений платформы)

Daniil Lazko 
Pod furtka 

Autobus staje nie tam, gdzie stawal. 
Nowa wiata, rozklad za pleksi, 
na nim kartka: zaginal kot, rudy, wabi sie Mis. 
Wysiadam i stoje jak w obcym miescie, 
jakby ktos mial po mnie wyjsc. 
Pachnie mokrym lisciem i spalinami.

Most ten sam, tylko porecz pomalowano na zielono, 
a w jednym miejscu spod zieleni wychodzi szary, 
pod szarym moze jeszcze cos. Nie skrobie. 
Rzeka niska jak co jesien, kamienie na wierzchu. 
Rzucalismy tu patyki z jednej strony 
i bieglismy patrzec, czyj pierwszy wyplynie spod mostu. 
Przechodze na druga strone. Patrze w dol, 
choc niczego nie rzucilem.

Ulica ma nowa tabliczke. Nizej, na tynku, 
zostaly trzy litery dawnej nazwy, 
ktorej nikt juz nie musi wymawiac. 
Szkola stoi. Okna wymienione, 
na scianie tablica na stulecie, nazwiska tych, 
co tu uczyli. Szukam Rudzkiej. Jest, druga od dolu. 
Pamietam, jak mowila „siadaj”, 
ale nie twarz. Tylko krede na rekawie.

Do kosciola prowadza dwadziescia dwa stopnie. 
Liczylem je codziennie, bo gdyby wyszlo inaczej, 
cos musialoby sie stac. Wychodzilo zawsze tyle samo 
i to byl dowod, ze swiat jest zrobiony 
porzadnie, z kamienia, raz na zawsze. 
Wchodze i gdzies w polowie gubie rachunek. 
Kasztan przy murze jest mniejszy, niz powinien, 
albo to ja przestalem patrzec z dolu.

Na rogu, gdzie pani Wanda sprzedawala chleb 
i zapisywala w zeszycie, kto ile winien, 
jest punkt naprawy telefonow. Chlopak za lada 
je zupe z plastikowego pudelka. 
Chce zapytac o nia. Kupuje kabel, 
ktorego nie potrzebuje. 
Na Polnej pusty balkon pana Sowy. 
Golebnika nie ma, jest talerz anteny 
zwrocony tam, skad wracaly jego ptaki.

Szukam domu pod siodemka, ale siodemka 
jest zolta, ocieplona, z brama na pilota. 
Cofam sie. Moze dziewiatka? Furtka byla zielona 
albo brazowa — ojciec malowal ja co pare lat 
i nie wiem, ktory kolor mi zostal. 
Jest. Ta sama, krzywa na dolnym zawiasie, 
klamka wytarta do jasnego zelaza tam, 
gdzie chwytaly ja wszystkie nasze rece.

Nie otwieram. Ktos tu mieszka: rozowy rower 
z koszykiem, pranie na sznurku, choc juz wieczor. 
Stad nie widac, czy na prawej framudze 
jest jeszcze waskie wglebienie po czyms przybitym na skos, 
zamalowane tyle razy, ze trzeba bylo szukac go palcem. 
Wkladalem w nie paznokiec i bylem pewien, 
ze ten dom jest nasz od zawsze. 
Dopiero pozniej ktos powiedzial, czyj byl przedtem. 
Nazwiska nie zapamietalem.

Zmierzcha. Latarnie zapalaja sie nierowno, od mostu. 
Schodze nad wode sciezka, ktora jest jeszcze sciezka, 
i slysze za soba kroki, krotsze od moich, 
dzwonek roweru, ktos wola imie podobne do mojego. 
Odwracam sie: chlopiec w za duzej kurtce 
pcha rower pod gore i mowi do telefonu. 
Z ciemnej wody wystaja te same kamienie 
albo podobne.

Wracam pod furtke. W oknie zapala sie swiatlo. 
Ktos przechodzi przez kuchnie. Nie wychodzi. 
Klade reke na klamce i nie naciskam. 
Zelazo jest zimne, jak kazde w pazdzierniku. 
Ta furtka trwa i nie wie o mnie nic. 
Tamtej, ktora pamietam, nie ma nigdzie poza mna. 
Nie wiem, do ktorej przyjechalem 
ani ktora z nich jest dalej stad. 
Tuapse, 4 pazdziernika 2026 
; 
Analiza literacka 
Tradycja Czeslawa Milosza i slad Adama Mickiewicza w wierszu „Pod furtka” 
I. Sytuacja liryczna i kompozycja 
Wiersz „Pod furtka” jest liryka narracyjna o fabule minimalnej, lecz wyraznej. Podmiot przyjezdza autobusem do miasta dziecinstwa, przechodzi przez most, mija szkole i kosciol, zatrzymuje sie na rogu dawnego sklepu, szuka rodzinnego domu, o zmierzchu schodzi nad rzeke i wraca pod furtke. Trasa jest ciagla i fizycznie prawdopodobna: czytelnik moglby ja przejsc krok po kroku. Dziewiec nieregularnych strof odpowiada kolejnym etapom tej drogi, a kazda zatrzymuje sie przy jednym miejscu i jednym przedmiocie. 
Calosc spina rama. Pierwsza strofa konczy sie oczekiwaniem: podmiot stoi na przystanku tak, „jakby ktos mial po mnie wyjsc”. Ostatnia odpowiada na to oczekiwanie bez komentarza: „Ktos przechodzi przez kuchnie. Nie wychodzi.” Miedzy tymi dwoma zdaniami rozpiety jest caly wiersz — od nadziei, ze miejsce przyjmie powracajacego, do spokojnego stwierdzenia, ze toczy sie w nim juz wlasne, obce mu zycie. Tytul nie nazywa tematu, lecz punkt, w ktorym droga sie konczy; jego pelne znaczenie ujawnia sie dopiero w wersie „Wracam pod furtke”. 
Czterdziesci lat, ktore dziela wyjazd od powrotu, nie zostaja w tekscie ani razu nazwane. Uplyw czasu odczytuje sie z rzeczy: z kolejnych warstw farby na poreczy mostu, z trzech liter dawnej nazwy ulicy, z tablicy na stulecie szkoly, z kasztana, ktory „jest mniejszy, niz powinien”, z anteny satelitarnej w miejscu golebnika. Liczba zostaje zastapiona materia, a czas — sladem na murze, drzewie i domu. 

II. Tradycja Czeslawa Milosza 
Najglebiej zakorzeniona w poetyce Milosza jest zasada pierwszenstwa rzeczy przed refleksja. Milosz rozumial poezje jako nieustanna probe uchwycenia rzeczywistosci, ktora istnieje niezaleznie od patrzacego i zawsze go przerasta. W „Pod furtka” mysl wyrasta wylacznie z konkretu: z ogloszenia o zaginionym kocie, z kredy na rekawie nauczycielki, z kabla kupionego bez potrzeby, z klamki wytartej do jasnego zelaza. Nawet najbardziej ogolne zdanie wiersza — ze swiat byl „zrobiony / porzadnie, z kamienia, raz na zawsze” — zostaje przywiazane do dzieciecego liczenia dwudziestu dwoch stopni prowadzacych do kosciola. 
Druga cecha miloszowska jest historia obecna pod powierzchnia codziennosci. Wiersz nie podaje zadnej daty ani nie wymienia zadnego wydarzenia. Historia jest w dawnej nazwie ulicy, ktorej „nikt juz nie musi wymawiac” — w jednym slowie „musi” slychac przymus, ktory minal, a za nim najpewniej zmiane ustroju, ktorej wiersz nie nazywa. Jest w tablicy na stulecie szkoly — szkoly, ktora przetrwala wojne i kolejne ustroje. Przede wszystkim zas jest w waskim wglebieniu na prawej framudze drzwi, pozostalym „po czyms przybitym na skos”. Tekst nie nazywa tego przedmiotu. Czytelnik moze rozpoznac w tym sladzie pozostalosc po przedmiocie zwiazanym z wczesniejszymi mieszkancami domu, a zdanie „Dopiero pozniej ktos powiedzial, czyj byl przedtem” takie odczytanie wzmacnia; wiersz celowo nie rozstrzyga jednak, czym dokladnie byl ten przedmiot. Wlasnie ta nieokreslonosc otwiera szerszy wymiar historyczny, nie zamieniajac wiersza w wyklad o przeszlosci. 
Trzecim, rozstrzygajacym elementem jest etyka pamieci. U Milosza pamietanie nie jest wylacznie wladza umyslu, lecz zobowiazaniem wobec umarlych, zwlaszcza tych, po ktorych nie pozostalo imie. W wierszu ta mysl skupia sie w jednym zdaniu: „Nazwiska nie zapamietalem.” Zestawione z wczesniejsza scena, w ktorej podmiot odnajduje nazwisko nauczycielki na tablicy pamiatkowej, zdanie to buduje cicha konstrukcje: jedni ludzie sa upamietnieni oficjalnie, inni znikneli nawet z pamieci czlowieka, ktory wychowal sie w ich domu. Podmiot nie oskarza sie i nie wyraza skruchy. Stwierdza fakt — i wlasnie ta powosciagliwosc nadaje zdaniu ciezar moralny. 
Czwartym rysem miloszowskim jest napiecie miedzy spojrzeniem dziecka a wiedza doroslego. Milosz wielokrotnie wracal do swiata swojego dziecinstwa, ogladajac go z perspektywy czlowieka, ktory zna jego historyczny koniec. W „Pod furtka” dziecko wierzy w trwalosc swiata i w to, ze dom „jest nasz od zawsze”; dorosly gubi rachunek stopni i nie umie rozstrzygnac, czy to kasztan zmala, czy to on sam przestal patrzec z dolu. Pytanie, czy zmienilo sie miasto, czy patrzacy, pozostaje otwarte. 
Miloszowski jest wreszcie sam jezyk: wiersz wolny o rytmie zblizonym do mowy, zwykle i dokladne slowa, krotkie zdania, brak archaizmow i patosu. Emocja nie zostaje nazwana ani razu; wynika z gestow zaniechanych albo zastepczych. Podmiot nie zdrapuje farby z poreczy, nie pyta o pania Wande, tylko kupuje niepotrzebny kabel, kladzie reke na klamce i jej nie naciska. 

III. Slad Adama Mickiewicza 
Obecnosc Mickiewicza jest w wierszu celowo ograniczona i slyszalna nie w jezyku, lecz w sposobie przezywania przestrzeni. Romantyczna wrazliwosc ujawnia sie w czterech momentach: w motywie drogi powrotnej, w progu — furtce, ktorej podmiot ani razu nie przekracza — w zmierzchu oraz w krotkiej chwili niepewnosci nad rzeka. Za plecami slychac kroki „krotsze od moich”, dzwonek roweru, ktos wola imie podobne do imienia podmiotu. Przez moment dawny swiat zdaje sie dosiegalny. Zaraz jednak wszystko otrzymuje zwyczajne wyjasnienie: to chlopiec w za duzej kurtce, ktory pcha rower pod gore i rozmawia przez telefon. 
Jest to romantyczny schemat spotkania z tym, co niewidzialne, pozbawiony jednak fantastyki: tajemnica trwa sekunde i zostaje oddana codziennosci. Podobnie rzeka pelni role krajobrazu-swiadka, lecz nie przemawia i nie „pamieta”; trwa po prostu jako woda i kamienie — „te same kamienie / albo podobne”. Romantyzm, od ballad po „Pana Tadeusza”, wiazal pejzaz ojczystego miejsca z pamiecia, a w „Panu Tadeuszu” slowo poetyckie przywraca utracony swiat w calej jego pelni. „Pod furtka” przejmuje te wrazliwosc na droge, zmierzch i miejsce, ale odmawia romantycznej pewnosci: slowo nie przywraca tu niczego, pozwala jedynie dokladnie zobaczyc granice powrotu. 

IV. Sens: czym jest powrot 
Glowne pytanie wiersza nie dotyczy tego, czy miasto sie zmienilo. Dotyczy tego, czym wlasciwie jest powrot. Rozstrzyga sie ono — a raczej nie rozstrzyga — w strofie koncowej: „Ta furtka trwa i nie wie o mnie nic. / Tamtej, ktora pamietam, nie ma nigdzie poza mna.” Istnieja dwie furtki. Jedna jest realna, obojetna i trwala; mozna jej dotknac, ale nie mozna jej otworzyc, bo za nia mieszkaja inni. Druga istnieje tylko w pamieci podmiotu; jest najblizsza, a zarazem nieosiagalna. 
Ostatnie wersy — „Nie wiem, do ktorej przyjechalem / ani ktora z nich jest dalej stad” — przenosza okreslenie przestrzenne na porzadek czasu i istnienia. Nie wiadomo, czy dalej jest to, co stoi na wyciagniecie reki, czy to, co nosi sie w sobie. Grunt pod to pytanie przygotowuje caly tekst, w ktorym pamiec i rzeczywistosc wzajemnie sie koryguja: siodemka albo dziewiatka, furtka zielona albo brazowa, kamienie te same albo podobne. Zadna z tych dwoch stron nie zostaje uprzywilejowana jako „prawdziwa”. 
Motyw powrotu odbija sie takze w obrazie pustego balkonu pana Sowy: antena satelitarna zwrocona jest „tam, skad wracaly jego ptaki”. Golebie wracaly niezawodnie, bo powrot jest ich natura. Powrot czlowieka okazuje sie zawodny — nie dlatego, ze miasto przestalo istniec, lecz dlatego, ze znikneli ludzie, ktorzy potwierdzali jego przeszlosc. 

V. O odrebnosci wiersza 
„Pod furtka” nie jest stylizacja. Nie zawiera cytatow ani parafraz, nie siega po slownictwo XIX wieku, a jego swiat jest wyraznie wspolczesny: brama na pilota, ocieplona elewacja, punkt naprawy telefonow, rozowy rower z koszykiem, chlopiec mowiac y do telefonu. Wspolczesnosc nie zostaje oskarzona o zdrade dawnego swiata. Nowe zycie w domu — pranie na sznurku, zapalone swiatlo w kuchni — jest prawomocne i nie potrzebuje powracajacego. 
Orebnosc wiersza polega na tym, ze z prostego, osobistego doswiadczenia wyprowadza on pytanie zarazem metafizyczne i etyczne. Tekst prowadzi cicha ksiege imion: Rudzka, pani Wanda, pan Sowa — i ci, ktorych nazwiska nie zapamietano. W ten sposob wiersz o powrocie do miasta dziecinstwa staje sie wierszem o odpowiedzialnosci pamieci i o granicy, za ktora zaden powrot nie siega. Konczy sie nie puenta, lecz pytaniem, na ktore nie da sie odpowiedziec przez ponowny przyjazd. 
Daniil Lazko · Tuapse, 4 pazdziernika 2026


  Даниил Лазько

 У калитки

Перевод с польского авторский

Автобус останавливается не там, где останавливался.
Новый навес, расписание под оргстеклом,
на нём листок: пропал кот, рыжий, откликается на Мишку.
Выхожу и стою, как в чужом городе,
будто кто-то должен выйти меня встретить.
Пахнет мокрой листвой и выхлопом.

Мост тот же, только перила покрасили в зелёный,
и в одном месте из-под зелёного проступает серый,
под серым, может, ещё что-то. Не скоблю.
Река мелкая, как каждую осень, камни над водой.
Мы бросали тут палки с одной стороны
и бежали смотреть, чья первая выплывет из-под моста.
Перехожу на другую сторону. Смотрю вниз,
хотя ничего не бросал.

У улицы новая табличка. Ниже, на штукатурке,
остались три буквы прежнего названия,
которое уже никто не обязан произносить.
Школа стоит. Окна заменили,
на стене памятная доска к столетию, фамилии тех,
кто здесь учил. Ищу Рудзкую. Есть, вторая снизу.
Помню, как она говорила «садись»,
но не лицо. Только мел на рукаве.

К костёлу ведут двадцать две ступени.
Я считал их каждый день: если бы вышло иначе,
что-то должно было бы случиться. Выходило всегда столько же,
и это было доказательством, что мир сделан
добротно, из камня, раз и навсегда.
Поднимаюсь и где-то на середине сбиваюсь со счёта.
Каштан у стены меньше, чем должен быть,
или это я перестал смотреть снизу.

На углу, где пани Ванда продавала хлеб
и записывала в тетрадку, кто сколько должен,
теперь ремонт телефонов. Парень за прилавком
ест суп из пластикового контейнера.
Хочу спросить о ней. Покупаю кабель,
который мне не нужен.
На Польной пустой балкон пана Совы.
Голубятни нет, есть спутниковая тарелка,
повёрнутая туда, откуда возвращались его птицы.

Ищу дом под номером семь, но семёрка
жёлтая, утеплённая, с воротами на пульте.
Отступаю. Может, девятый? Калитка была зелёной
или коричневой — отец красил её раз в несколько лет,
и я не знаю, какой цвет мне запомнился.
Вот она. Та самая, перекошенная на нижней петле,
ручка стёрта до светлого железа там,
где за неё брались все наши руки.

Не открываю. Здесь кто-то живёт: розовый велосипед
с корзинкой, бельё на верёвке, хоть уже вечер.
Отсюда не видно, есть ли на правом косяке
ещё узкая выемка от чего-то, прибитого наискось,
закрашенная столько раз, что искать её приходилось пальцем.
Я вкладывал в неё ноготь и был уверен,
что этот дом наш и всегда был нашим.
Только потом мне сказали, чей он был прежде.
Фамилию я не запомнил.

Смеркается. Фонари зажигаются неровно, от моста.
Спускаюсь к воде по тропе, которая ещё тропа,
и слышу за спиной шаги, короче моих,
звонок велосипеда, кто-то зовёт, и имя похоже на моё.
Оборачиваюсь: мальчик в куртке на вырост
катит велосипед в гору и говорит в телефон.
Из тёмной воды торчат те же камни
или похожие.

Возвращаюсь к калитке. В окне загорается свет.
Кто-то проходит через кухню. Не выходит.
Кладу ладонь на ручку и не нажимаю.
Железо холодное, как всякое в октябре.
Эта калитка стоит и ничего обо мне не знает.
Той, которую помню, нет нигде, кроме как во мне.
Не знаю, к которой я приехал
и которая из них дальше отсюда.

Туапсе, 4 октября 2026

---

 О переводе

Стихотворение «Pod furtka» написано по-польски верлибром, близким к ритму живой речи. Перевод тоже свободный стих. Его задача — сохранить не размер, которого нет, а интонацию: ровную, сдержанную, без повышения голоса. Оригинал нигде не называет чувство. Оно проступает через поступки, которые не совершены или заменены другими: не соскоблить краску, не спросить, купить ненужный кабель, не нажать на ручку. Поэтому главное требование к переводу было отрицательным: ничего не добавить, не пояснить, не украсить.

Польская среда сохранена сознательно. Костёл, пани Ванда, пан Сова, улица Польная, фамилия Рудзкая не заменены русскими соответствиями. Стихотворение говорит о конкретном месте. При пересадке в русский пейзаж оно потеряло бы и историю, и тот слой, который держится на правом косяке двери: на узкой выемке от чего-то, прибитого наискось. Предмет описан, но не назван — и в переводе, как в оригинале, имя ему не дано.

Отдельное внимание пришлось уделить композиционным связкам, которые держат текст.

Первая — рамка из одного глагола. В первой строфе рассказчик стоит, «будто кто-то должен выйти меня встретить», а в последней: «Кто-то проходит через кухню. Не выходит». Польская пара wyjsc — nie wychodzi передана одним и тем же русским глаголом на обоих концах текста.

Вторая — двойное «которая» в финале. Оно повторяет польское do ktorej… ani ktora и держит последнюю строку как выбор между двумя калитками: той, что стоит, и той, что есть только в памяти.

Третья — неуверенность памяти, разложенная по всему тексту: семёрка или девятый, зелёная или коричневая, те же камни или похожие. Здесь сохранены и формулировки, и место слома строки.

Грамматика в переводе тоже работает как смысл. Детское правило про ступени построено на условии: «если бы вышло иначе, что-то должно было бы случиться». Без сослагательного наклонения оно перестаёт быть заклинанием. Детская уверенность польского оригинала (ze ten dom jest nasz od zawsze) передана настоящим временем с опорой на прошлое: «что этот дом наш и всегда был нашим». Фраза «которое уже никто не обязан произносить» сохраняет заложенную в nie musi память о принуждении, которое кончилось.

Где буквальное слово не работало по-русски, я искал не близкое, а точное. Za duza kurtka стала «курткой на вырост»: так в русском говорят о детской одежде, и это попутно возвращает в текст быт. Tablica na stulecie стала «памятной доской к столетию». Её сухой, почти официальный тон оставлен намеренно: это язык сохранённой памяти, и он должен столкнуться со строкой, ради которой, может быть, написано всё стихотворение: «Фамилию я не запомнил».

Даниил Лазько


Рецензии