Droga miedzy wsiami

(Текст на польском языке предоставлен без диакритических знаков из-за технических ограничений платформы)

Droga miedzy wsiami
gaweda w duchu Wladyslawa Syrokomli
z analiza literacka oraz przekladami bialoruskim (cyrylica i lacinka) i rosyjskim
Daniil Lazko
Tuapse, 20 wrzesnia 2026
;
I. Utwor
13-zgloskowiec (7+6), rymy parzyste zenskie, 100 wersow.

Skrzypi woz, kolo grzeznie, a wieczor juz blisko;
wiatr ciagnie od zachodu przez nagie sciernisko.
Na kozle siedzi Maciej, zna droge i ludzi,
nie pyta o godzine i konia nie trudzi.

Jedziemy od jarmarku, z Krzywicz do Dubrowy;
ja z tylu, w sianie, drzemie, a przy nim ktos nowy —
mlodzieniec w cienkim plaszczu, kuferek u nogi,
piec lat nie byl w Dubrowie, zapomnial tej drogi.

Wy, coscie tu nie byli, nie wiecie, co znaczy
dwie mile w listopadzie; lecz kon to tlumaczy:
przystaje, dmucha para, a z grzbietu mu leje,
a wiatr od pustych lanow w uszy mu zawieje.

Maciej wozi tym traktem lat czterdziesci z gora,
i zna kazdy tu wyboj pod blotem i chmura.
Sam do siebie cos gada, klnie na nowe czasy,
ze i konie nie konie, i nie takie lasy.

«Daleko jeszcze, stryju?» — «Licz sobie godziny:
kon wie lepiej od ciebie, ile w drodze gliny».
Mlody ciagnie zegarek, patrzy raz i drugi,
a kon stapa, jak stapal — i trakt rownie dlugi.

«Schowaj wacpan te blache» — Maciej na to rzecze —
«kon zegarka nie nosi, a czas tu nie ciecze.
Droge mierzy sie krzyzem, karczma i mogila,
a i tak sie nie skroci ni batem, ni sila».

Za mostem karczma — pusta, dach zapadly w rogu,
Ignacego juz nie ma, trawa mu u progu.
Wiedzial, kto komu winien, kto kogo swatowal,
lecz wlasnego rachunku nigdy nie rachowal.

Za lasem dworek. Szlachcic mieszkal w nim, co swego
herbu pilnowal bardziej niz domu wlasnego.
Dzis brama pochylona, mur porosl zielenia,
a we wsi go nie herbem, lecz dlugiem dzis cenia.

Przy mlynie Maciej wskazal batem gdzies za sadem:
«Tu Szymon dziewiec latek sadzil sie z sasiadem.
Wygral pas ziemi waski, na dwa kroki moze,
a dzis mu z niej wystarcza na ostatnie loze.

A tam, gdzie bez przy plocie, stoi pusta chata,
mieszkala wdowa Hanna przez niedobre lata.
Miala koze i troje dzieci — bez pieniedzy,
a zebraka karmila z ostatniej swej nedzy».

Mlody slucha z ukosa, wreszcie mowi z cicha:
«Stryju, jedzmy; zmierzch bliski, a droga jest licha.
Co bylo, to minelo, zostalo za nami;
trzeba patrzec przed siebie, a nie za grobami».

Maciej splunal przez ramie, usmiechnal sie krzywo:
«Widzicie? Ledwie z miasta, a madre — az dziwo.
Chcesz swiat caly naprawiac, a plot ci sie chwieje;
wprzod zapamietaj brody, a potem koleje.

A tam, za cmentarzykiem, lezy Michal stary,
wrocil z wojny bez reki, za to pelen gwary.
Uczyl chlopcow gwizdania, sam milczal o wojnie,
i umarl tak, jak umarl: w zimie i spokojnie».

Stary dab przy rozdrozu, piorunem trafiony,
z jednej strony sprochnialy, z drugiej — pol zielony.
Pod nim chlopi stawali dawniej w kazdym sporze,
dzis siadaja nan wrony o wieczornej porze.

Ja drzemalem; wtem Maciej lejce sciagnal w dloni.
Gdzies z dala, od parafii, dzwon wieczorny dzwoni.
Wstrzymal konia przy krzyzu i opuscil wodze,
a mlody dmuchal w rece i tupal po drodze.

Krzyz przydrozny pochyly, u spodu podparty,
a obok kopiec trawa do polowy starty.
Kon stal; para z niego szla jak dym z komina,
Maciej zdal czapke, zegna sie i tak wspomina:

«Tu lezy taki jeden — nazwiska nie powiem,
bo nikt go juz nie pomni ani jednym slowem.
To bylo za Francuza — wojna czy powstanie,
ja bylem wtedy dzieckiem, pomne jak przez spanie.

Palili wsie po drodze; dym stal nad olszyna,
a on ich wiodl przez bagna sciezka i dolina.
Wyprowadzil ich noca, sam nie wyszedl z lasu;
lezy tu od tamtego jesiennego czasu.

Krzyz postawili chlopi, imienia nie dali,
bo pisac nie umieli, a moze sie bali.
Wbili w krzyz cwiek zelazny, rdza go dawno zjadla,
tabliczka, jesli byla, dawno juz przepadla.

Pamietam tyle: chromal i mial dwie dziewczyny,
chate mial pod Dubrowa, od strony wierzbiny.
Zwali go Kuternoga; przezwisko zostalo,
a nazwisko przepadlo, jak sie czesto dzialo».

Mlody zsiadl z wozu, podszedl do krzyza bez slowa,
dotknal rdzy na zelazie — zimna i surowa.
Wreszcie rzekl: «W naszej skrzyni lezy papier szary,
pisano tam o dziadzie, com nie dal mu wiary.

Babka mowila: chromal. Mial dwie corki, zginal».
I zamilkl. Kon przestapil. Czas jakis tak minal.
Maciej glowa pokiwal, nie zdziwil sie wcale,
tylko czapke poprawil i westchnal: «No, ale...»

Zmowil pacierz za niego, krotko, po swojemu,
a mlody tez powtorzyl, sam nie wiedzac czemu.
Kon szarpnal, woz sie ruszyl, kola w blocie mlasly,
a swiatla juz w Dubrowie tu i tam nie zgasly.

A droga? Droga idzie dalej, jak chodzila,
przez bloto, przez olszyne, gdzie stoi mogila.
Dzwon w dali raz uderzyl i ucichl za borem,
a w Dubrowie okienka swiecily wieczorem.

Dym z kominow szedl prosto — znak, ze mroz nadchodzi;
a we wsi psy szczekaly, ze ktos obcy chodzi.
Mlody zeskoczyl z wozu przy wrotach Dubrowy,
obejrzal sie na droge i zdjal czapke z glowy.

Tuapse, 20 wrzesnia 2026
;
II. Syrokomla i poezja kresowa
Wladyslaw Syrokomla — wlasciwie Ludwik Kondratowicz (1823–1862) — nalezy do tych poetow, ktorych miejsce w literaturze wyznacza nie wielki temat, lecz wielka wiernosc miejscu. Urodzony w Smolhowie na Minszczyznie, przez cale zycie zwiazany z Litwa i Bialorusia, z Zaluczem i Borejkowszczyzna pod Wilnem, pisal o swiecie, ktory mial na wyciagniecie reki: o zascianku, karczmie przy trakcie, wiejskim kosciolku, o furmanie, wdowie, dawnym zolnierzu, drobnym szlachcicu pamietajacym herb lepiej niz sasiadow. Przydomek, ktory sam sobie nadal — "lirnik wioskowy" — nie byl kokieteria, lecz programem: poeta nie staje ponad tym swiatem, tylko w nim siedzi, przy stole albo na wozie.
Forma tego programu jest gaweda. Gatunek ten, wyrosly ze szlacheckiej opowiesci ustnej, opiera sie na kilku prostych zasadach: narrator jest uczestnikiem albo sasiadem, mowi do sluchacza wprost, przyznaje sie do niepamieci ("wojna czy powstanie"), dygresja jest rownie wazna jak fabula, a porzadek opowiadania wyznacza nie chronologia, lecz droga, przy ktorej stoja domy, krzyze i mogily. Gaweda nie dazy do puenty — dochodzi do niej jakby przypadkiem, a to, co najwazniejsze, bywa powiedziane najciszej.
Od Mickiewiczowskiej ballady rozni ja zasadnicza decyzja: swiat gawedy nie jest cudowny. Nie ma tu przemienionych kwiatow, msciwych duchow ani jeziora, ktore pochlania wies. Pamiec miejsca wystarcza sama za fantastyke: mogila bez nazwiska jest rownie niepokojaca jak zjawa, a bardziej prawdopodobna. Dlatego tradycja romantyczna funkcjonuje u Syrokomli jako tlo — sposob budowania opowiesci, waga miejsca, obecnosc zmarlych — nie zas jako wzorzec jezykowy.
Druga cecha tej poezji jest demokratyzm bez tezy. Syrokomla nie wyglosza manifestow o ludzie; po prostu daje chlopu i furmanowi pelna godnosc bohatera, lacznie z prawem do wad. Jego postaci bywaja uparte, gadatliwe, przesadzaja w opowiesciach — i wlasnie dlatego sa zywe. Ironia jest tu zawsze zyczliwa i nigdy nie dotyka biedy, choroby ani smierci; jej przedmiotem bywa pycha, skapstwo, sadowa zawzietosc, duma z herbu.
Wreszcie — kresowa dwujezycznosc. Syrokomla pisal nie tylko po polsku; zostawil tez wiersze bialoruskie ("Dobryja vesci", "Ciaezki chleb"), a jego wilenskie srodowisko to rowniez Wincenty Dunin-Marcinkiewicz, ktory bialoruszczyzne wprowadzal do literatury w formach wzietych wprost z polskiego sylabizmu. Ta wspolnota prozodii nie jest ciekawostka: uzasadnia ona przeklad niniejszego utworu na bialoruski w tym samym 13-zgloskowcu, w ktorym zostal napisany.
Swiat przedstawiony
Materia tej poezji jest zawsze policzalna: bloto i koleiny, para bijaca od konia, dym z komina, skrzypienie wozu, dzwon z odleglej parafii. Przyroda nie jest w pierwszym rzedzie symbolem — najpierw zyje wlasnym zyciem, a dopiero potem, jesli w ogole, odbija stan czlowieka. Historia zas istnieje wylacznie w formie przezytej: nie jako data, lecz jako spalona chata, zardzewialy cwiek, papier w skrzyni, przezwisko, ktore przezylo nazwisko.
;
III. Analiza utworu

Kompozycja: droga jako os
Utwor ma dwadziescia piec czterowierszy i dokladnie te budowe, ktora narzuca gaweda: nie rozwija sie wedlug planu, lecz wedlug trasy. Woz mija karczme, dworek, mlyn, pusta chate, cmentarzyk, dab na rozdrozu i zatrzymuje sie przy krzyzu z mogila. Kazde z tych miejsc uruchamia jedna anegdote, a anegdoty stopniowo przesuwaja sie od zartu ku pamieci: karczmarz, ktory znal cudze dlugi lepiej niz wlasne; szlachcic z herbem; Szymon procesujacy sie o miedze; wdowa Hanna; zolnierz Michal; wreszcie czlowiek, po ktorym zostala sama mogila.
Najwazniejszym chwytem konstrukcyjnym jest wczesna zapowiedz. W szostej strofie Maciej rzuca zartem:
„Droge mierzy sie krzyzem, karczma i mogila,
a i tak sie nie skroci ni batem, ni sila”.
Zart okazuje sie planem calego utworu: czytelnik dostaje kolejno karczme, krzyz i mogile. Podobnie dziala lancuch przedmiotow, ktory spina tekst mocniej niz fabula: zegarek — krzyz — mogila — zelazny cwiek — rdza — papier w skrzyni — pacierz — zdjeta czapka — droga.
Bohaterowie
Maciej nie jest medrcem wiejskim, lecz czlowiekiem z nawykami. Gada do siebie, kloci sie z nowymi czasami, splunie przez ramie, poprawi czapke. Jego racja nie zostaje wylozona jako filozofia; pada w postaci uwagi o brodach i koleinach, czyli w kategoriach drogi, ktora zna. To jest wlasnie Syrokomlowska miara: bohater mysli tym, czym pracuje.
Mlody podrozny nie jest ani lekkomyslny, ani chlodny — jest po prostu niecierpliwy, co pokazano fizycznie (zegarek, dmuchanie w rece, tupanie), a nie przez deklaracje. Jego przemiana takze jest fizyczna: nie mowi, ze zrozumial — schodzi z wozu, dotyka rdzy na zelazie, a na koncu, u wrot wlasnej wsi, zdejmuje czapke tym samym gestem, ktorym Maciej zdjal ja przy krzyzu.
Punkt zwrotny i pamiec
Rozpoznanie przodka nie jest sensacja. Maciej opowiada o czlowieku, ktory podczas zawieruchy wyprowadzil ludzi przez bagna i sam z lasu nie wrocil; chlopi postawili krzyz, ale nazwiska nie wycieli — „bo pisac nie umieli, a moze sie bali”. Zostalo przezwisko: Kuternoga. Dopiero po tej relacji mlody przypomina sobie papier w domowej skrzyni i slowa babki. Odkrycie jest ciche, prawdopodobne i niepelne — dokladnie jak wiedza przekazywana ustnie.
Formula „To bylo za Francuza” pelni tu podwojna funkcje: umieszcza opowiesc w konkretnej epoce (1812) i zarazem zachowuje niepewnosc narratora, ktory nie odroznia wojny od powstania. Wielka historia zostaje w tle; na pierwszym planie jest jeden los i to, co po nim zostalo — zelazo, przezwisko, kopczyk.
Humor, ironia, religia
Humor wynika z charakterow, nie z dowcipow: karczmarz, ktory „wiedzial, kto komu winien”, a wlasnego rachunku nigdy nie rachowal; szlachcic, ktorego we wsi „nie herbem, lecz dlugiem” dzis cenia; Szymon, ktoremu wysadzony pas ziemi wystarczyl wreszcie na ostatnie loze. Nigdzie nie ma drwiny z biedy ani ze smierci. Religia jest obecna tak, jak bywa obecna w zyciu: dzwon z parafii, znak krzyza, krotki pacierz odmowiony „po swojemu” i powtorzony przez kogos, kto sam nie wie dlaczego.
Wersyfikacja
Utwor napisany jest regularnym 13-zgloskowcem ze sredniowka po siodmej sylabie (7+6), rymem parzystym i wylacznie zenskimi zakonczeniami. Wszystkie sto wersow zostalo sprawdzone maszynowo: 100/100 zachowuje dlugosc i granice miedzywyrazowa po sylabie siodmej; w wersie „Ignacego juz nie ma…” sredniowka pada na grupe klityczna („juz nie ma”), co jest normalnym wariantem sredniowki zenskiej, nie odstepstwem. Przerzutnie uzyto raz (strofa o szlachcicu), rymy powtarzaja sie tylko w jednym miejscu — i to celowo: „Dubrowy” otwiera i zamyka utwor.
;
IV. Пераклад беларускі (кірыліца)
13-складовік (7+6), парныя жаночыя рыфмы, 100 радкоў.

Дарога паміж вёскамі

Скрыпіць воз, кола грузне, а змрок ужо блізка;
з захаду вецер ходзіць па іржышчы нізка.
На козлах сядзіць Мацей — і дарогу знае,
гадзіны не пытае, каня не ганяе.

Ад кірмашу мы едзем, з Крывіч да Дубровы;
я ззаду ў сене дрэмлю, а побач хтось новы —
юнак у плашчы тонкім, з куфэркам, з клункамі,
пяць год не быў у вёсцы, шлях забыў з гадамі.

Хто тут не быў у слоту, той не зразумее,
што значаць дзве вярсты, як лістапад шалее;
конь стане, дыхне парай, з хрыбта аж сцякае,
а вецер з голых ніваў у вуха зайграе.

Мацей на гэтым тракце ўжо сорак год возіць,
і кожны выбой знае, хоць неба і грозіць.
Сам сабе штось бурчыць ён, кляне маладое,
што й коні ўжо не коні, і ўсё тут не тое.

«Далёка яшчэ, дзядзька?» — «Ты лічы гадзіны:
конь лепш за цябе знае, колькі ў шляху гліны».
Юнак гадзіннік цягне, зірне — і чакае,
а конь ідзе, як ішоў, і тракт не сканчае.

«Схавай ты тую бляху», — Мацей на то кажа, —
«конь зэгарка не носіць, а час тут не ўкажа.
Тут шлях мераюць крыжам, карчмой і магілай,
ды шляху не скароціш ні пугай, ні сілай».

За мостам карчма — пуста, дах асеў у рогу,
Ігната ўжо няма, і трава на парогу.
Ён знаў, хто каму вінен, хто з кім заручаўся,
а з уласным рахункам сам не разлічаўся.

За лесам дворык. Шляхціц герб бярог, як вока,
а дом і людзей бачыў нібыта здалёка.
Цяпер брама пахіла, а мур зелянее,
а ў вёсцы не герб помняць, а доўг, які тлее.

Ля млына Мацей пугай махнуў там за хаты:
«Тут Шымон дзевяць летаў судзіўся за платы.
Выйграў вузкі шматочак — на два крокі, можа,
а сёння яму хопіць і гэтага ложа.

А там, дзе бэз пры плоце, стаіць хатка тая,
жыла ўдава Ганна тут — і доля ліхая.
Каза ды трое дзетак — і ні гроша ў хаце,
а жабрака карміла, як родная маці».

Юнак маўчаў, а потым кажа ціха-ціха:
«Дзядзька, едзем; ужо змрок, а дарога ліха.
Што было, тое сплыло і ляжыць за намі;
трэба глядзець наперад, а не за крыжамі».

Мацей сплюнуў праз плячо, усміхнуўся крыва:
«Бачыце? Ледзьве з места — а мудры ён, дзіва.
Ты свет паправіць хочаш, а плот твой — руіны;
спярша запомні броды, потым — каляіны.

А там, за могілкамі, ляжыць жаўнер даўні:
без рукі з вайны прыйшоў, ды язык забаўны.
Вучыў хлапцоў свістаці, а сам маўчаў строга,
і памёр, як памёр ён: узімку, нябога».

Стары дуб на ростанях, агнём апалены,
адзін бок ужо мёртвы, з другога — зялёны.
Пад ім калісь сяляне судзілі ўсе спрэчкі,
а сёння там вароны сядзяць, як на печцы.

Я драмаў; Мацей лейцы сцягнуў у далоні.
Здалёк, ад парафіі, вячэрні звон звоніць.
Спыніў каня ля крыжа; воз у гразі хлюпаў,
а юнак дзьмуў у кулак і нагамі тупаў.

Крыж прыдарожны хілы, а знізу падпёрты,
а побач курган травой напалову сцёрты.
Конь стаў, і пар над ім, як з коміна, клубіцца,
Мацей зняў шапку, стаў ён хрысціцца й маліцца:

«Тут ляжыць адзін такі, а імя не знаю,
бо яго ўжо ніхто тут словам не згадае.
То было за Француза — вайна ці паўстанне,
я быў тады дзіцёнкам, помню, як праз спанне.

Палілі вёскі ўсюды, дым слаўся над гаем,
а ён вадзіў іх багнай, сцяжынкай, за краем.
Вывеў іх поначы ён, а сам не вярнуўся,
ляжыць з той восені тут, зямлёй агарнуўся.

Крыж паставілі людзі, а імя не далі,
бо не ўмелі пісаці, а мо і не зналі.
Убілі ў крыж жалеза, іржа даўно з'ела,
таблічка, калі была, даўно ўжо зляцела.

Помню столькі: кульгаў ён і меў дзвюх дзяўчатак,
хату меў пад Дубровай, скраю, ля ракітак.
Звалі яго Кульгавым — мянушка жывая,
а прозвішча прапала, як часта бывае».

Юнак злез з воза, моўчкі да крыжа ступае,
іржу на ім жалезну рукою кранае.
Пасля прамовіў: «Дома, у скрыні — папера,
пісана пра дзеда там, не даваў я веры.

Бабка казала: кульгаў. Дзве дачкі. Загінуў».
І змоўк. Конь пераступіў — і час быццам стынуў.
Мацей і не здзівіўся, нібы ён чакае,
паправіў толькі шапку: «Ну, вось...» — уздыхае.

Малітву за яго ён коратка чытае,
юнак паўтарыў следам, а нашто — не знае.
Конь тузануў, воз рушыў, колы забурчалі,
а ў Дуброве аконцы ўжо там-сям заззялі.

Дарога ж ідзе далей, як заўжды хадзіла,
праз гразь і праз алешнік, дзе стаіць магіла.
Звон ударыў апошні, заціх за гарою,
а ў Дуброве аконцы гарэлі чаргою.

Дым з комінаў — угору: знак, што будзе сцюжа,
а псы чужога чуюць — і брэшуць так дужа.
Юнак саскочыў з воза ля весніц Дубровы,
азірнуўся на шлях ён, зняў шапку без мовы.

Туапсэ, 20 верасня 2026
;

;
VI. Русский перевод
Шестистопный ямб (13 слогов), парные женские рифмы, 100 строк.

Дорога между сёлами

Скрипит возок, увяз в грязи; уж вечер близко;
и ветер по стерне бредёт с заката низко.
Мацей на козлах; путь и всех людей он знает,
часов не признаёт и лошадь не гоняет.

Мы едем с ярмарки, из Кривич до Дубровы;
я сзади в сене сплю, а рядом кто-то новый —
юнец в плаще нетёплом, с сундучком у ноги,
пять лет в отъезде — начисто забыл дороги.

Кто в слякоть не езжал, тот и понять не может,
что значат две версты, когда ненастье гложет;
конь дышит паром, пот с хребта его стекает,
а ветер с голых нив в ушах его играет.

Мацей по тракту ездит лет сорок с лихвою,
он каждый здесь ухаб отыщет под водою.
Ворчит себе под нос, клянёт лихие годы:
и кони не в коней, и лес иной породы.

«Далёко ль, дядя?» — «Сам считай себе годины:
конь лучше твоего сочтёт, где сколько глины».
Юнец часы достал, глядит — и снова прячет,
а конь идёт, как шёл, и тракт ничуть не кратче.

Мацей в ответ: «Упрячь; конь-то часов не носит,
а время тут стоит и спешки не выносит.
Дорогу мерят здесь крестом, корчмой, могилой,
её не укоротишь ни кнутом, ни силой».

За мостом корчма — пусто, углом сползла крыша,
Игната больше нет, трава к порогу вышла.
Он знал, кто сколько должен и кто кого сватал,
а свой ни разу счёт не подводил, куда там.

За лесом дом: тут шляхтич герб берёг, как око,
а дом, соседей, слуг он видел издалёка.
Ворота набок, мхом покрылась вся ограда,
а в сёлах помнят долг — вот вся его награда.

У мельницы Мацей кнутом повёл над лугом:
«Тут девять лет Шимон с соседом мерил плугом.
Отсудил полосу в два шага, ну, быть может,
теперь легла под ним она последним ложем.

А там, где бузина, изба стоит пустая,
жила вдова Ганна — беда в ней вековая.
Коза да трое деток, ни гроша, ни крошки,
а нищим подавала всегда понемножку».

Юнец косится вбок, потом промолвит тихо:
«Пора, дядя: стемнело, дорога-то лиха.
Что было, то прошло и кануло за нами,
глядеть вперёд бы надо, а не за крестами».

Мацей сплюнул за плечо, усмехнулся криво:
«Гляди: из города — а умный, просто диво.
Ты мир чинить взялся, а свой забор не чинишь;
запомни броды, там и колеи не минешь.

А там, за кладбищем, лежит солдат бывалый:
пришёл он без руки, зато на речь удалый.
Учил ребят свистеть, а сам молчал сурово,
и умер, как и жил: зимой, без злого слова».

Дуб у развилки, громом обугленный с боку,
с одной сторонки прах, с другой — листва до сроку.
Под ним крестьяне встарь судили все раздоры,
а нынче там вороны справляют соборы.

Я спал. Мацей коня придерживал всё туже,
а колокол вдали гудел в вечерней стуже.
Он стал возле креста и опустил все вожжи,
юнец топтался, дул в кулак — мороз по коже.

Крест у дороги клонится, внизу подпёртый,
а рядом холмик, травами почти что стёртый.
Конь встал; над ним клубится пар, как дым из печи,
Мацей снял шапку, крестится — и начал речи:

«Тут лёг один такой, а имени не знаю,
его не помянут — молчит земля сырая.
То было при французе — война ли, восстанье,
я был тогда мальцом, всё помню как в тумане.

Жгли сёла; дым стоял над мокрою ольхою,
он вёл их через топь нехоженой тропою.
Их вывел ночью — сам не вернулся домою,
лежит он с той же осени тут, под землёю.

Крест мужики срубили, а имя не дали,
писать не смели — или, быть может, не знали.
Вбит в крест железный гвоздь — давно ржа его съела,
табличка, если и была, давно истлела.

Я помню: он хромал. Две дочери. И хата
под вербами, с краю Дубровы, небогата.
Прозвали Хромоногим — прозванье осталось,
а имя затерялось — вот всё, что с ним сталось».

Юнец сошёл с воза, к кресту ступил без слова,
и тронул ржавый гвоздь — шершавый и суровый.
Потом сказал: «В ларе у нас лежит бумага,
в ней пишут про деда — не верил я, однако.

Бабка сказала: хром. Две дочки. Сгинул где-то».
Он смолк. И конь ступил. И долго длилось это.
Мацей кивнул: он знал, как это всё бывает,
поправил только шапку: «Ну вот...» — и вздыхает.

Прочёл он за него молитву, как умеет,
юнец шепнул за ним, а сам не разумеет.
Конь дёрнул, воз пошёл, колёса грязь месили,
а в Дуброве уж окна кое-где светили.

А дорога? Идёт, как прежде и ходила,
сквозь грязь, сквозь ольшаник, где встала та могила.
Звон грянул раз — и стих за дальнею рекою,
а окна в Дуброве горели чередою.

Дым прямо шёл из труб — к морозу, значит, дело,
псы чуют чужака и брешут оголтело.
Юнец сошёл с воза у врат родного крова,
взглянул назад, на путь, — и шапку снял без слова.

Туапсе, 20 сентября 2026
;
VII. O przekladzie
Wybor metrum
Dla wersji bialoruskiej zachowano forme oryginalu: sylabiczny 13-zgloskowiec 7+6 z zenskimi zakonczeniami. Decyzja nie jest mechaniczna. Bialoruska poezja XIX wieku — Dunin-Marcinkiewicz, a takze bialoruskie wiersze samego Syrokomli — wyrasta z tej samej polskiej tradycji sylabicznej, wiec metrum oryginalu brzmi w tym jezyku historycznie, a nie jak kalka. Odrzucono wariant sylabotoniczny (jamb szesciostopowy): zyskalby na gladkosci, stracilby te wlasnie lokalna prawomocnosc.
Dla wersji rosyjskiej wybrano rozwiazanie odwrotne: sylabotonik, czyli jamb szesciostopowy o trzynastu sylabach z rymem zenskim (aleksandryn). Rosyjski sylabizm brzmi dzis jak XVIII wiek — Kantemir, Trediakowski — i w gawedzie o bialoruskim trakcie dawalby efekt parodystyczny, a nie archaiczny. Swiadomie oslabi;ono przy tym sredniowke: rygorystyczna cezura meska po szostej sylabie na przestrzeni stu wersow wymuszalaby szyk nienaturalny, a naturalnosc mowy jest w tym utworze wartoscia nadrzedna wobec symetrii.
Zachowane
W obu wersjach utrzymano: liczbe wersow (100), uklad stroficzny, rym parzysty i zenskie zakonczenia; lancuch przedmiotow (zegarek — krzyz — mogila — cwiek — rdza — papier — czapka); wczesna zapowiedz „krzyz, karczma, mogila”; dwukrotny gest zdjecia czapki; pierscien kompozycyjny na nazwie Dubrowa; oraz ironie strofy o herbie i dlugu, ktora w obu jezykach zachowala swoja pointe.
Straty — nazwane wprost
Bialoruski: „a moze sie bali” oddano jako „а мо і не зналі” — motyw strachu po powstaniu ustapil miejsca niewiedzy; to najpowazniejsza strata semantyczna tej wersji. Przezwisko „Kuternoga” przeszlo w „Кульгавы” (opisowe, mniej dosadne). Szlacheckie „wacpan”, kluczowe dla ironii Macieja, zniknelo — bialoruska mowa furmana nie ma rownie oszczednego odpowiednika. W strofie XVIII zniknal las: „sam nie wyszedl z lasu” oddano jako „а сам не вярнуўся”, wiec miejsce smierci pozostaje nienazwane. Rymy „гаем / краем”, „знае / ганяе” sa poprawne, lecz gramatyczne, a wiec ubozsze od polskich.
Rosyjski: para rymowa „может / ложем” (strofa IX) jest asonansem, nie rymem pelnym. W strofie o wdowie „a zebraka karmila” oslabiono do „а нищим подавала всегда понемножку”, co lagodzi ostrosc obrazu. „Kuternoga” oddano jako „Хромоногий” — wierne znaczeniowo, lecz pozbawione ludowej szorstkosci. „psy szczekaly, ze ktos obcy chodzi” brzmi w przekladzie ostrzej („брешут оголтело”) niz w oryginale.
Status wersji
Tekst polski jest zamkniety. Przeklady przeszly trzy redakcje, w ktorych poprawiano wylacznie bledy rzeczowe i leksykalne oraz miejsca wymuszone rymem — nie zas rozwiazania dyskusyjne. Ponizej zapis zmian, tak by kazda dalo sie sprawdzic i w razie potrzeby cofnac.
Redakcja pierwsza — bledy jezykowe. Po bialorusku: „таптае” ; „тупаў” (taptac znaczy deptac, tupac to stukac noga), „жагнаў” ; „хрысціцца” (zahnac to blogoslawic, krzyzyc sie to zahnacca / chryscicca), usunieto wers z niepoprawnym „без крэсу”, a „таблічка, як і была” zmieniono na „калі была”, przywracajac warunkowosc oryginalu. Po rosyjsku: „без рук” ; „без руки” (bohater traci jedna reke), „где грязи круто” ; „где сколько глины” (konkret drogi zamiast konstrukcji rymowej), przywrocono koleiny w radzie Macieja, a „И минуло это” zastapiono wersem „Он смолк. И конь ступил. И долго длилось это”, oddajacym cisze chwili.
Redakcja druga — miejsca wymuszone rymem. Po bialorusku: „пацер” (wyraz w tym znaczeniu niepewny) ustapil zwrotowi „малітву… коратка чытае”, „бяда яе жывая” — idiomatycznemu „і доля ліхая”, a skonstruowane „з восеньскай нядолі” — wersowi „ляжыць з той восені тут, зямлёй агарнуўся”, ktory przywraca jesienny czas oryginalu. Po rosyjsku wrocil konkretny sasiad („Тут девять лет Шимон с соседом мерил плугом”), godziny zamiast arszynow („Сам считай себе годины”), a w strofie XV ujednolicono czasy, ktorych mieszanie bylo nieumotywowane („Мацей коня придерживал всё туже, / а колокол вдали гудел в вечерней стуже”).
Redakcja trzecia — dwa ostatnie miejsca: bialoruskie „моўчкі хрысціцца й маліцца” (mieszanie konstrukcji czasowej) zmieniono na „стаў ён хрысціцца й маліцца”, rosyjskie „притопывая в дрожи” na „юнец топтался, дул в кулак — мороз по коже”, gdzie zniknela konstrukcja rymowa, a zostal i chlod, i niecierpliwosc. Lacinke po kazdej zmianie generowano ponownie ze skorygowanej cyrylicy, wiec obie wersje bialoruskie sa zgodne co do slowa; w transliteracji uwzgledniono asymilacyjne zmiekczenie s/z przed spolgloska miekka (sciakaje, zlacie;a, chryscicca).
To, co dzieli przeklady od oryginalu, nie jest juz bledem, lecz gestoscia. Czesc rymow pozostaje gramatyczna; kilka realiow jest ogolniejszych („шматочак” wobec „pas ziemi”, „ракітак” wobec „wierzbiny”); w wersji rosyjskiej „мерил плугом” zastepuje proces sadowy obrazem miedzy, a „вот вся его награда” formuluje moral nieco mocniej niz polszczyzna. Kazdy dalszy zysk rymowy kupowaloby sie kosztem konkretu, na ktorym caly utwor stoi — dlatego obie wersje uwazam za zamkniete.


Рецензии