STOL - Стол
STOL
Daniil Lazko
Tuapse
30 sierpnia 2026
;
STOL
Jesienny wieczor schodzil na dwor i na stawy,
wiatr niosl od sadu chlodne, przemokniete liscie;
w izbie na dlugim stole stygly juz potrawy,
a wokol nich sasiedzi siedli uroczyscie.
Ja, wrociwszy po latach w rodzinne oplotki,
siadlem u dolu stolu, sluchalem z daleka,
jak rozmowa sie rodzi z pogody i z plotki,
z cen na welne, z podatkow, z jednego czlowieka.
Pan Bogusz mowil pieknie o czci i honorze,
lecz przy trzeciej nalewce wspomnial tez o miedzy,
co ja sasiad przeoral w zeszloroczne zboze,
i szkoda te wyliczal do drobnych pieniedzy.
Pani Zofia westchnela nad zepsuciem swiata,
poprawila rozaniec przy czarnym mankiecie
i szeptem powiedziala, co slychac u brata
tej wdowy — o czym mowic nie godzi sie przecie.
Mlody Karol, co wrocil z Wilna na wakacje,
ziewal, mowiac, ze tutaj duch narodu drzemie,
lecz trzykrotnie z polmiska bral sobie kolacje
i wypytal, czy pannie zapisano ziemie.
Wuj Ignacy wspominal dziada Wojewode,
co pod Wiedniem sam jeden zdobyl cztery dziala;
lecz spor o czwarte dzialo zepsul wszystkim zgode,
i swieca nad ta wojna do pol sie stopniala.
Az zeszla cicho mowa na starca Sewera,
ktorego miejsce stalo puste od wieczora:
„Nie bywa u nikogo, pycha go pozera,
zaprosisz go — nie przyjdzie: nie z naszego dwora.”
I zgodzili sie wszyscy: trzeba go odwiedzic,
i kazdy skinql glowa, wyprostowal nogi;
lecz nim kto zdolal termin i pore powiedziec,
wrocono do podatkow, do zniw i do drogi.
Wtem dzwon uderzyl z dala, raz, potem raz drugi,
i wszedl chlopak Sewera, bez czapki, zdyszany,
i rzekl: pan umarl w nocy, bez ksiedza i slugi.
I ucichly od razu rozmowy i dzbany.
Nikt nie wiedzial, co mowic. Pani Zofia wstala;
ktos rzekl, ze w taka jesien deszczu bardzo trzeba;
a tam, gdzie go czekano, swieca dogasala
i stygla filizanka, szara kromka chleba.
A ja? Siedzialem z boku i w duchu sie smialem,
i juz skladalem wiersze o cudzej smiesznosci,
wspomnialem: dzis pod jego oknami jechalem,
lecz koni nie wstrzymalem — spieszylem do gosci.
Zostalem jeszcze chwile przy wystyglym stole,
galaz bila o szybe, dzwon szedl nad ogrodem;
i chleb, co dlan krajano, zjadlem sam, na dole,
gdzie chleb jest tylko chlebem, a czlowiek — przechodem.
;
ANALIZA LITERACKA
I. Zamysl
Wiersz opowiada jeden jesienny wieczor w prowincjonalnym dworze i miesci sie w czterdziestu osmiu wersach, lecz jego rzeczywistym tematem nie jest ani dwor, ani wieczor. Tematem jest odleglosc miedzy tym, co ludzie o sobie mowia, a tym, co w tej samej chwili robia rekami — i odkrycie, ze ten, kto te odleglosc tropi, sam ja w sobie nosi.
Utwor podlega jednemu prawu, ktorego nie lamie ani razu: nie orzeka o czlowieku wprost. Nie pada w nim ani slowo „obluda”, ani „proznosc”, ani „malosc”. Wszystko, co czytelnik wie o zgromadzonych, wie z gestu, z rachunku, z pytania zadanego nie w pore. Ostatnia strofa nazywa jedna rzecz po imieniu — proznosc — i nazywa ja wylacznie o sobie samym.
II. Stol
Stol wchodzi w pierwszej strofie jako znak wspolnoty: dlugi, zastawiony, otoczony ludzmi, ktorzy siadaja uroczyscie. Utwor rozbiera ten znak na czesci. Najpierw okazuje sie, ze stol ma gore i dol — narrator siada u dolu i stad slucha. Potem, ze kazdy przy nim pilnuje wlasnego rachunku i wlasnego dobrego imienia. W czwartej strofie ujawnia sie miejsce puste, ktorego nikt nie zauwazyl od wieczora, choc wszyscy przy nim siedza. W piatej stol pustoszeje naprawde, a zostaje na nim rzecz najmniejsza z mozliwych: stygnaca filizanka i kromka chleba, przygotowane dla kogos, kto juz nie przyjdzie.
W zakonczeniu stol wraca po raz czwarty i po raz pierwszy jest naprawde wspolny — dopiero wtedy, gdy nie ma przy nim nikogo procz jednego czlowieka, ktory je cudzy chleb na miejscu, ktorego nikt nie chcial. Ta droga od zastawionego stolu do dwoch przedmiotow na pustym blacie jest wlasciwa fabula utworu; wszystko inne dzieje sie przy niej.
III. Cztery portrety
Galeria postaci dziala wedlug jednej zasady: czlowiek wyglasa rzecz wielka i natychmiast wykonuje czynnosc mala, a autor nie komentuje odstepu miedzy nimi. Pan Bogusz mowi pieknie o czci i honorze, po czym przy trzeciej nalewce liczy szkoda z zaoranej miedzy „do drobnych pieniedzy” — i to zdrobnienie, nie oskarzenie, wykonuje cala prace. Pani Zofia wzdycha nad zepsuciem swiata, poprawia rozaniec i tym samym ruchem przekazuje dalej cudza reputacje, konczac uwaga, ze mowic o tym nie wypada. Mlody Karol ziewa nad uspionym duchem narodu, trzykrotnie siega po kolacje i pyta, czy pannie zapisano ziemie: trzy zdania, trzy rozne pietra tej samej osoby.
Czwarty portret jest z nich najlepiej zbudowany, bo jako jedyny nie konczy sie na skapstwie ani na apetycie. Wuj Ignacy wspomina dziada wojewode i cztery dziala zdobyte pod Wiedniem — a spor o to czwarte dzialo psuje zgode calemu stolowi. Wielka historia zamienia sie w klotnie o jedna sztuke; slowo „wojna” w nastepnym wersie odnosi sie juz nie do Wiednia, lecz do izby. Swieca, ktora stopniala nad ta wojna do polowy, jest pierwszym pojawieniem sie przedmiotu, ktory wroci nad pustym nakryciem po wiadomosci o smierci.
IV. Punkt zwrotny
Zwrot przygotowany jest z premedytacja. Zgromadzeni ustalaja, ze starego Sewera trzeba odwiedzic, „bo tak wypada” — i tu wiersz wykonuje swoj najostrzejszy ruch: nie dopowiada nic, tylko pokazuje, ze kazdy skinql glowa i wyprostowal nogi. Zgoda wyrazona rozprostowaniem nog pod stolem jest dokladnym przeciwienstwem wstania od stolu. Nim ktokolwiek zdazyl wymienic dzien, rozmowa odplywa do podatkow, zniw i drogi. Nikt nie sklamal; nikt tez nigdzie nie pojedzie.
Dopiero wtedy uderza dzwon i wchodzi chlopak bez czapki. Wiadomosc podana jest w pol wersu, bez przymiotnika. Po niej nie nastepuje ani lament, ani moral, lecz cztery gesty: kobieta wstaje i nie wie po co, ktos mowi o deszczu, dopala sie swieca, stygnie filizanka. Zdanie o deszczu jest w tym miejscu celowo najslabszym zdaniem utworu — bo tak wlasnie mowia ludzie, ktorym odjeto slowa.
V. Przemiana i zakonczenie
Narrator przez piec strof korzysta z przywileju obserwatora i w szostej ten przywilej traci. Okazuje sie, ze siedzac z boku, juz ukladal wiersze o cudzej smiesznosci — a wiec robil to samo, co reszta stolu: obracal blizniego w material. Zaraz potem przypomina sobie rzecz konkretna: tego samego wieczoru jechal pod oknami Sewera i nie wstrzymal koni, bo spieszyl sie na to wlasnie zebranie. Kolo sie zamyka bez jednego slowa komentarza: minal umierajacego, zeby zdazyc tam, gdzie beda o umierajacym mowic.
Zakonczenie nie podnosi glosu. Galaz bije o szybe tak samo jak przedtem, dzwon idzie nad ogrodem, a narrator zjada kromke przygotowana dla zmarlego — na dole stolu, tam gdzie sam siedzial przez caly wieczor i gdzie nikt nie chcial siadac. Ostatni wers nie jest moralem, lecz definicja: chleb jest tylko chlebem, a czlowiek — przechodem. Zdanie to nie potepia nikogo. Zrownuje wszystkich, lacznie z tym, kto mowi.
;
NOTA O WERSYFIKACJI
Miara
Utwor napisany jest polskim trzynastozgloskowcem ze sredniowka po siodmej sylabie (7+6), w szesciu osmiowersowych strofach o rymie krzyzowym abab cdcd. Wszystkie klauzule — zarowno przed sredniowka, jak i w wyglosie — sa zenskie; sredniowka we wszystkich czterdziestu osmiu wersach wypada na granicy wyrazu. Jest to miara polskiej gawedy i eposu, a wiec miara, w ktorej opowiada sie o ludziach przy stole; wybrano ja nie dla stylizacji, lecz dlatego, ze pozwala zdaniu rozlozyc sie na dwa nierowne oddechy — dluzszy na twierdzenie, krotszy na to, co je uniewaznia.
Skladnia wobec miary
Konstrukcja „siedmiosylabowa deklaracja, szesciosylabowe zaprzeczenie” powtarza sie w utworze jako narzedzie satyryczne: „Pan Bogusz mowil pieknie / o czci i honorze”, „I zgodzili sie wszyscy: / trzeba go odwiedzic”, „i kazdy skinql glowa, / wyprostowal nogi”. Sredniowka niesie tu ciezar, ktory w prozie musialby wziac na siebie spojnik przeciwstawny.
Rym
Rymy sa dokladne i w wiekszosci oparte na wyrazach o roznych funkcjach skladniowych, co chroni utwor przed gramatycznoscia rymowania. Dwie pary niosa znaczenie same przez sie: „honorze — zboze” zestawia rzecz podniosla z rzecza policzalna, „nogi — drogi” wiaze cialo rozprostowane pod stolem z droga, ktorej nikt nie odbedzie.
NOTA HISTORYCZNO-OBYCZAJOWA
Miejsce i czas
Scena rozgrywa sie w dworze na dalekiej prowincji dawnej Rzeczypospolitej, jesienia, po zniwach — w porze, w ktorej gospodarze maja juz policzone zboze, a nie maja jeszcze zajecia. Wieczorne zjazdy sasiedzkie byly w takiej porze instytucja: laczyly funkcje towarzyska, informacyjna i sadownicza. Przy jednym stole ustalano ceny, koligacje i opinie; nieobecnosc przy nim byla forma wyroku, ktorego nikt nie musial oglaszac.
Miedza
Spor o miedze — pas ziemi rozgraniczajacy pola — nalezal do najczestszych i najbardziej zajadlych sporow szlacheckich, poniewaz dotyczyl jednoczesnie wlasnosci i granicy honoru. Sasiad, ktory zaoral cudza miedze, naruszal nie tylko areal; dlatego pan Bogusz przechodzi od czci do rachunku bez poczucia sprzecznosci.
Wieden
Odsiecz wiedenska 1683 roku byla w pamieci szlacheckiej najczesciej przywolywanym tytulem do chwaly rodu i najczestszym przedmiotem rodzinnej przesady. Liczba zdobytych dzial rosla z pokolenia na pokolenie; klotnia o czwarte dzialo jest wiec sporem nie o fakt, lecz o wersje.
Podwoda i dzwon
Dzwon w tle utworu pelni funkcje, ktora pelnil naprawde: obwieszczal zgon zanim doszla wiadomosc. Czlowiek u stolu slyszal go wczesniej, niz dowiadywal sie, kogo dotyczy — i wlasnie ten odstep miedzy dzwiekiem a nazwiskiem jest w wierszu miejscem, w ktorym rozmowa sie urywa.
Chleb
Kromka odlozona dla nieobecnego nie byla gestem symbolicznym, lecz obyczajem goscinnym: miejsce nakrywano dla zaproszonego niezaleznie od tego, czy przyszedl. Dopiero utwor czyni z tego zwyczaju znak. Nic w zakonczeniu nie zostalo do sceny dodane — zmienilo sie tylko to, kto na nia patrzy.
Daniil Lazko · Tuapse · 30 sierpnia 2026
II. РУССКИЙ ПЕРЕВОД
СТОЛ
Осенний вечер падал на двор и на ограду,
и ветер тряс над садом промокшею листвою;
в дому съестное стыло гостям уже в досаду,
а вкруг стола соседи садились чередою.
Вернувшись через годы к родному вновь порогу,
я сел в конце застолья и слушал издалека,
как исподволь беседа родится понемногу
с погоды, с цен, с податей, с чужого человека.
Пан Богуш о почёте и чести пел так складно,
но к третьей рюмке вспомнил межу у той дорожки,
которую под озимь сосед вспахал изрядно,
и весь урон он числил до денежки, до крошки.
Вздохнула пани Зофья о нынешнем разврате,
поправила манжету и чётки осторожно,
и шёпотом сказала, что слышно там о брате
вдовы той — а об этом и молвить невозможно.
А Кароль, из-под Вильны приехавший на лето,
зевал: мол, дух народа в глуши здесь весь в дремоте,
но трижды брал с подноса себе он то и это
и выспросил, за панной что писано в расчёте.
И дядя наш Игнатий твердил о воеводе,
что дед под Веной пушек четыре взял в сраженье;
но спор о той, четвёртой, рассорил всех в приходе,
и свечка вполовину сошла в том словопренье.
И речь сошла негромко на старика Севера,
чьё место оставалось пустым с начала пира:
«Ни к людям, ни к обедне — гордыня да химера,
зови — а не приедет: не нашего он мира.»
И все решили: надо к нему бы съездить вскоре,
и каждый головою кивнул, расправив ноги;
но прежде чем назначить хоть день в том разговоре,
уж речь пошла про жатву, дороги и налоги.
Вдруг колокол ударил вдали — раз, после снова,
вбежал слуга Севера, без шапки, без кафтана,
и молвил: умер пан наш без ксёндза, без покрова.
И смолкли вдруг беседы, и звяканье стакана.
Никто не знал, что молвить. И пани Зофья встала;
сказал же кто-то: дождик нужней всего от неба;
а там, где ожидали, уже свеча сгорала
и стыла чашка чая, и серый ломоть хлеба.
А я? Сидел я с краю и про себя смеялся,
и вирши уж слагал я по их смешным личинам,
я вспомнил: нынче мимо окон его я мчался,
но не сдержал коней я — спешил к гостям и винам.
Я за столом остался, а свечи догорели;
в окно стучали ветви, звон плыл, на стон похожий;
и хлеб, ему нарезан, я съел, где не сидели,
где хлеб бывает хлебом, а человек — прохожий.
;
III. БЕЛАРУСКІ ПЕРАКЛАД
СТОЛ
Асенні вечар падаув на двор і на прысаду,
і вецер нёс лістоту з вільгаццю й прахалодай;
у хаце стравы стылі гасцям ужо ув дасаду,
суседзі ж за сталамі сядалі з асалодай.
Праз доувгія гады я вярнуўся ув край знаёмы,
сеув з нізу за сталамі, чужы ім, як спрадвека,
і чуув, як з плёткі роўна плыув гоман іх вядомы —
з падаткаув, з цэн на воўну, з чужога чалавека.
Пан Богуш красна мовіув пра гонар і адвагу,
але на трэцяй чарцы мяжу згадаў нанова,
што увзяув сабе суседзька, забыўшы увсю павагу,
і увсю падлічваув шкоду да грошыка, да слова.
І пані Зоф'я цяжка ўздыхнула аб сусвеце,
паправіла ружанец, зірнуўшы асцярожна,
і шэптам расказала пра брата ув тым павеце
удавы той — пра гэта і мовіць бы няможна.
А Кароль, што з-пад Вільні прыехаув на бяседу,
пазяхаув: дух народу тут дрэмле і не рвецца,
а сам жа тройчы браў ён з паувмісы да абеду
ды выпытаув, ці панне зямля ув пасаг даецца.
І дзядзька наш Ігнацы згадаув пра ваяводу,
што дзед чатыры пушкі адбіув у лютай сечы;
але за тую пушку пасеялі нязгоду,
і свечка да паловы сплыла на тыя рэчы.
І ціха мова збегла на Севера старога,
чыё пусцела месца ад самага пачатку:
«Не ходзіць ён ні к кому — пыхі ув ім, як ні ув кога,
запросіш — не прыедзе: не з нашага дастатку.»
Згадзіліся: наведаць яго нам трэба хутка,
і кожны галавою кіувнуув, працягшы ногі;
але, пакуль назвалі хоць дзень і хоць мінутку,
вярнуліся да жніва, падаткаў і дарогі.
Раптоўна звон ударыў здалёк, і зноув, з трывогі,
і увбег хлапец Севера без шапкі, без апранкі,
сказаў: сканаў уночы, адзін, без дапамогі.
І сціхлі увраз размовы, і чаркі, ды і шклянкі.
Ніхто не ведаув слова. І пані Зоф'я увстала;
сказаув хтось: дождж у восень найбольш цяпер і трэба;
а дзе яго чакалі, свяча там дагарала
і стыла філіжанка, і шэры скрылік хлеба.
А я? Сядзеув я збоку і ув сэрцы сам смяяўся,
і вершы увжо складаув я пра іх смех і лічыны,
згадаў я: сёння міма ягоных вокан мчаўся,
але не стрымаў коней — спяшаувся да гасціны.
Я за сталом застаўся, а свечкі дагаралі;
у шыбу біла голле, звон плыў у падарожжы;
і хлеб, яму нарэзан, я з'еув, дзе не сядалі,
дзе хлеб бывае хлебам, а чалавек — прахожы.
;
IV. LACINKA
Bielaruski pieraklad — zapis lacinski bez dyjakrytykau
STOL
Asienni viechar padau na dvor i na prysadu,
i viecier nios listotu z vilgacciu j prahalodaj;
u hacie stravy styli gasciam uzho u dasadu,
susiedzi zh za stalami siadali z asalodaj.
Praz dougija gady ja viarnuusia u kraj znajomy,
sieu z nizu za stalami, chuzhy im, jak spradvieka,
i chuu, jak z plotki rouna plyu goman ih viadomy —
z padatkau, z cen na vounu, z chuzhoga chalavieka.
Pan Bogush krasna moviu pra gonar i advagu,
ale na treciaj charcy miazhu zgadau nanova,
shto uziau sabie susiedzka, zabyushy usiu pavagu,
i usiu padlichvau shkodu da groshyka, da slova.
I pani Zofja ciazhka uzdyhnula ab susviecie,
papravila ruzhaniec, zirnuushy asciarozhna,
i sheptam raskazala pra brata u tym paviecie
udavy toj — pra geta i movic by niamozhna.
A Karol, shto z-pad Vilni pryjehau na biasiedu,
paziahau: duh narodu tut dremle i nie rviecca,
a sam zha trojchy brau jon z paumisy da abiedu
dy vypytau, ci pannie ziamla u pasag dajecca.
I dziadzka nash Ignacy zgadau pra vajavodu,
shto dzied chatyry pushki adbiu u lutaj siechy;
ale za tuju pushku pasiejali niazgodu,
i sviechka da palovy splyla na tyja rechy.
I ciha mova zbiegla na Sieviera staroga,
chyjo pusciela miesca ad samaga pachatku:
«Nie hodzic jon ni k komu — pyhi u im, jak ni u koga,
zaprosish — nie pryjedzie: nie z nashaga dastatku.»
Zgadzilisia: naviedac jago nam treba hutka,
i kozhny galavoju kiunuu, praciagshy nogi;
ale, pakul nazvali hoc dzien i hoc minutku,
viarnulisia da zhniva, padatkau i darogi.
Raptouna zvon udaryu zdalok, i znou, z tryvogi,
i ubieg hlapiec Sieviera biez shapki, biez apranki,
skazau: skanau unochy, adzin, biez dapamogi.
I scihli uraz razmovy, i charki, dy i shklanki.
Nihto nie viedau slova. I pani Zofja ustala;
skazau htos: dozhdzh u vosien najbolsh ciapier i treba;
a dzie jago chakali, sviacha tam dagarala
i styla filizhanka, i shery skrylik hleba.
A ja? Siadzieu ja zboku i u sercy sam smiajausia,
i viershy uzho skladau ja pra ih smieh i lichyny,
zgadau ja: sionnia mima jagonyh vokan mchausia,
ale nie strymau koniej — spiashausia da gasciny.
Ja za stalom zastausia, a sviechki dagarali;
u shybu bila golle, zvon plyu u padarozhzhy;
i hleb, jamu narezan, ja zjeu, dzie nie siadali,
dzie hleb byvaje hlebam, a chalaviek — prahozhy.
;
VI. ЗАМЕТКИ ПЕРЕВОДЧИКА
Мера
Польский тринадцатисложник (7+6, силлабика, сплошные женские окончания) передан в обоих переводах шестистопным ямбом с женской цезурой после третьей стопы — четырнадцать слогов, 7+7, женская клаузула. Это функциональный эквивалент, а не буквальный: русская и белорусская силлабика читаются как XVIII век и внесли бы в текст архаику, которой в оригинале нет. Цезура во всех сорока восьми строках обеих версий приходится на границу слова; схема рифмовки abab cdcd сохранена полностью.
Плата за это решение одна и её следует назвать прямо: польская строка короче на слог, и оригинал звучит суше. Александрийский стих в обоих переводах чуть более распевен, чем польский тринадцатисложник, и это смещение проходит через весь текст, а не через отдельные строки.
Русский перевод: названные потери
Строфа I, ст. 1. «na stawy» — пруды исчезли, вместо них «ограда». Осенняя вода из первой строки утрачена без возмещения.
Строфа I, ст. 3. «гостям уже в досаду» — добавление; в оригинале еда просто стынет. Защищаю: досада гостей готовит мотив мелочности и ничему не противоречит, но это вставка, а не эквивалент.
Строфа I, ст. 6. «u dolu stolu» — нижний конец стола, социально маркированный в шляхетском доме, стал нейтральным «в конце застолья». Это самая существенная потеря русской версии, потому что она ослабляет возврат мотива в предпоследней строке.
Строфа II, ст. 10. «nalewka» (домашняя настойка) сведена к родовой «рюмке»; местный колорит утрачен.
Строфа III, ст. 17. «z Wilna na wakacje» — студенческие вакации утрачены, «из-под Вильны» указывает на округу, а не на город и университет.
Строфа V, ст. 34. «chlopak» (мальчик) стал «слугой»: возраст исчез, а с ним часть беззащитности вестника.
Строфа V, ст. 35. «bez ksiedza i slugi» — слуга утрачен, «без покрова» добавляет литургический оттенок, которого в оригинале нет.
Строфа VI, ст. 44. «spieszylem do gosci» передано как «спешил к гостям и винам»: «и винам» — добавление. Оно заостряет самообвинение, но делает его чуть грубее оригинала.
Строфа VI, ст. 47. «na dole» передано описательно — «где не сидели». Топографическая точность заменена отрицательной конструкцией. Это единственное решение, сохранившее и рифму, и смысл, но точность потеряна.
Белорусский перевод: названные потери
Строфа I, ст. 4. «uroczyscie» стало «з асалодай»: ирония меняет направление — торжественность заменена удовольствием. Это не эквивалент, а осознанная замена, и я её отмечаю как таковую.
Строфа I, ст. 6. «чужы ім, як спрадвека» — добавление. Оно мотивирует позицию наблюдателя, которую польский текст оставляет необъяснённой.
Строфа II, ст. 14. «czarny mankiet» утрачен полностью, заменён на «зірнуувшы асцярожна». Здесь предметность проседает сильнее, чем где-либо в обеих версиях: исчез единственный вещественный признак пани Зофьи, кроме чёток.
Строфа III, ст. 20. «zapisano ziemie» — юридическая точность («записана») смягчена до «зямля ув пасаг даецца».
Строфа IV, ст. 28. «nie z naszego dwora» стало «не з нашага дастатку»: сословный признак заменён имущественным. Близко, но не тождественно.
Строфа V, ст. 33. «raz, potem raz drugi» — счёт ударов колокола утрачен, а «з трывогі» добавляет эмоциональную оценку, от которой оригинал отказывается. Это худшая строка белорусской версии.
Строфа V, ст. 35. «bez ksiedza i slugi» стало «адзін, без дапамогі»: обе конкретные фигуры заменены отвлечённым словом.
Строфа VI, ст. 42. «o cudzej smieszno;ci» стало «пра іх смех і лічыны»: «лічыны» (личины) — добавление, делающее стихи нарратора более обличительными, чем в оригинале.
Строфа VI, ст. 46. «dzwon szedl nad ogrodem» стало «звон плыув у падарожжы»: сад утрачен, но «падарожжа» подготавливает финальное «прахожы», чего оригинал не делает. Одновременно потеря и приобретение; отмечаю как сознательное изменение, а не как эквивалент.
Финал. Польское «przechodem» — творительный падеж, наречный по функции («мимоходом», «проходом»); белорусское «прахожы» — именительный, предикативное существительное. Наречный оттенок утрачен, утверждение стало определённее, чем в оригинале.
О передаче собственных имён
Севера (Sewer) и Игнация (Ignacy) в русской версии переданы как Север и Игнатий; в белорусской — Севера и Ігнацы. Кароль и Богуш сохранены в польской форме в обеих версиях, поскольку они читаются как знаки среды. Зофья / Зоф’я оставлена без русификации в «Софью».
О латинке
Латинка с диакритикой следует современной норме белорусского латинского письма: ;, ;, ;, ;, ;, ;, ;, ;, ;; мягкость перед гласными передаётся буквой i (nie, sia, cie, dzie); г — h, х — ch.
Вариант без диакритики построен по последовательной и однозначной схеме: ; ; ch, ; ; sh, ; ; zh, d; ; dzh, d; ; dz, ; ; c, ; ; s, ; ; z, ; ; n, ; ; l, ; ; u; при этом г передаётся как g, а х как h — именно эта перестановка снимает единственное возможное столкновение (иначе «ч» и «х» дали бы один и тот же диграф ch). Мягкость по-прежнему несёт буква i. Текст проверен на отсутствие сочетаний «сх» и «цх», которые дали бы двусмысленность.
Daniil Lazko · Tuapse · 30 sierpnia 2026
Свидетельство о публикации №126083004815