Nocna rozmowa pod Nowogrodkiem
Nocna rozmowa pod Nowogrodkiem
Poemat
Daniil Lazko
Tuapse, 28 sierpnia 2026
POEMAT
Dwadziecia lat. Klucz zgrzytnal. Sien zarosla cieniem,
szedlem przez nia jak sciezka nad wyschlym strumieniem.
Naftowa lampa dziada stala, gdzie stac miala.
Zapalilem — i sciana pozolkla, zadrzala,
a za oknem wiatr szarpal olchy, nagie prety,
i szumial las nad Niemnem, do brzegu przypiety.
A dalej, tam gdzie konczy sie sad, pod krzyzami
le;eli moi. Z moim imieniem — i sami.
Nie skrzypnely drzwi ani deska w tej podlodze,
a dziad siedzial przy stole jak wedrowiec w drodze,
w tym plaszcu, w ktorym poszedl na wschod, nie na wojne,
a rece mial na stole zupelnie spokojne.
Nic nie mowil. I patrzyl tak, jak ten, kto wiedzial,
kim jestem — a ja jego ledwie z imion. Siedzial.
I nie balem sie wcale. Tak sie bac nie moze
ten, kto sam jest juz gosciem we wlasnej komorze.
— Pamietam — powiedzialem — jak spiewales w sadzie
piesn, ktora babka nuci, gdy chleb na stol kladzie.
— To nie ja. Spiewal Jozef, brat. Ja nie umialem.
Ja stalem obok. Tak jak potem zawsze stalem.
Poprawial mnie lagodnie, nie gniewal sie wcale,
jak ktos, kto dawno temu oddal swoje zale.
Ja mylilem imiona, daty, twarze, groby,
jak ktos, kto zna swych zmarlych z nie swojej zaloby.
— Czemus nie wrocil, dziadku? Przeciez byla droga,
a tu ta sama lampa, ta babka, ta trwoga.
— Wracal em co jesieni. Poki babka zyla,
stawiala talerz, lampe w oknie mi palila.
Potem — nikt juz nie wiedzial, na kogo sie w rogu
izby stawia ten talerz. Stalem wiec u progu.
Nie wszedlem. Po co wchodzic tam, gdzie nikt nie czeka?
I wracalem tam, skad nikt nie wola z daleka.
— Nie o to. Nie o talerz. Przyszedlem tu, wnuku,
bys pamietal to, czego nie ma w zadnym druku:
ze gdy zabrali Jozka, ja stalem przy plocie,
ze mu nie dalem konia, gdy prosil w tym blocie,
ze nie wrocilem zywy, bo balem sie ludzi,
nie carow — tego wstydu, ktory rano budzi.
Pamietac — to nie lampa w oknie. To wziac w dlonie
i miod moj, i moj kamien. Nic mniej. Po tej stronie.
I wtedy zobaczylem — nie wzrokiem, a raczej
tym, co sie wie o domu po drodze tulaczej —
ze w izbie jest nas wielu, ze w tym samym wietrze
szumia i ci z cmentarza, i ci, co w powietrze
poszli dymem, bez grobu, bez daty, bez roku —
i ze nie oni do mnie przyszli tu o zmroku,
lecz to ja przez te lata nosilem ich w sobie:
niedokonczone slowa, jak ziemie na grobie.
Swit. Dzwon szedl z Nowogrodka przez rzeke i pole,
a krzeslo odsuniete. Na debowym stole
moje — jego ostatnie zdanie. Izba pusta.
Nie zgasilem. Niech stoi w oknie, gdzie stac miala,
juz nie na dziada. Na mnie — zeby mnie poznala,
kiedy wroce. Bo wracac — wiem to juz — to nosic
czyjes slowo do konca. I o nic nie prosic.
Daniil Lazko, Tuapse, 28 sierpnia 2026
ANALIZA LITERACKA
Sytuacja i kompozycja
Wiersz zaczyna sie od czynnosci, nie od wyznania: klucz zgrzyta w zamku domu, do ktorego bohater nie wchodzil dwadziescia lat. Sien zarosla cieniem tak, jak zarasta sciezka nad wyschlym korytem — i to porownanie, z pozoru wylacznie opisowe, ustawia cala reszte utworu. Rzeka, ktora przestala plynac, jest pierwszym obrazem pamieci, ktora ustala; zanim padnie jakiekolwiek slowo o pamietaniu, czytelnik ma juz jej suche koryto przed oczami.
Kompozycja jest scisla i przebiega w siedmiu krokach: powrot i zapalenie lampy; pojawienie sie zmarlych bez zadnego znaku nadprzyrodzonego; rozmowa o piesni, w ktorej zywy myli sie co do przeszlosci; pytanie o niepowrot; wyznanie winy; olsnienie; swit. Kazda strofa jest zamknieta caloscia skladniowa i zarazem stopniem tej drogi. Utwor nie ma ani jednego wersu, ktory sluzylby wylacznie ozdobie.
Rozmowa nie zaczyna sie od rzeczy najwazniejszej i nie dochodzi do niej w linii prostej. Najpierw jest piesn, potem talerz, potem kon, ktorego nie podano bratu — i dopiero na koncu okazuje sie, ze zadna z tych rzeczy nie byla tematem. Dziad przychodzi nie po to, by opowiedziec o sobie, lecz by przypomniec wnukowi to, czego wnuk nie chcial pamietac.
Forma
Siedem oktostychow, piecdziesiat szesc wersow trzynastozgloskowca ze sredniowka po siodmej sylabie, rymy parzyste, wylacznie zenskie. Jest to miara wielkiej polskiej narracji wierszowanej, ale uzyta tu wbrew swojemu przyzwyczajeniu: zamiast toczyc sie szeroko, wers raz po raz lamie sie na krotkie zdania („Nie wszedlem.", „Nic mniej.", „Izba pusta."), a sredniowka bywa miejscem zawahania, nie oddechu.
Lampa
Lampa naftowa jest osia calego utworu i przechodzi trzy stany. W strofie pierwszej stoi tam, gdzie stac miala: jest przedmiotem, czescia porzadku domu, ktory przetrwal ludzi. W strofie czwartej babka pali ja w oknie dla tego, kto nie wraca — przedmiot staje sie znakiem czekania. W strofie ostatniej bohater jej nie gasi i zostawia w oknie „juz nie na dziada. Na mnie", a wiec znak zostaje odziedziczony wraz z calym jego ciezarem.
Najmocniejsze jest jednak odwr ocenie podmiotu w wersie „zeby mnie poznala". Nie tylko zywy ma rozpoznawac swoich zmarlych; to pamiec ma rozpoznac wracajacego. Metafizyka utworu miesci sie w tym jednym zdaniu i nigdzie nie zostaje wylozona wprost.
Talerz i prog
Drugim przedmiotem jest talerz stawiany w rogu izby. Nie pada ani jedno slowo wyjasniajace ob rzed — wystarcza informacja, ze przyszlo pokolenie, ktore nie wiedzialo juz, na kogo ten talerz sie stawia. Zapomnienie jest tu pokazane nie jako brak wspomnien, lecz jako gest wykonywany bez adresata. Wlasnie dlatego dziad nie wchodzi do domu: zatrzymuje sie u progu, bo prog przestal byc zaproszeniem.
Zdanie „Nie o to. Nie o talerz." jest punktem, w ktorym wiersz przestaje byc spotkaniem, a staje sie proba sumienia. Wszystko, co dotad wygladalo na zal po niepowrocie, okazuje sie przygotowaniem do wyznania o koniu, ktorego nie podano bratu w blocie.
Zmarly
Dziad nie jest widmem. Nie skrzypia drzwi, nie gasnie swiatlo, nie ma zadnego z sygnalow, ktore zapowiadalyby zjawe; siedzi przy stole, z rekami zupelnie spokojnymi, jak wedrowiec w drodze. Cala jego obcosc miesci sie w plaszcu, w ktorym poszedl na wschod, i w tym, ze wnuk zna go „ledwie z imion".
Odbiera mu groze takze to, ze ma wine. Nie cierpial niewinnie i nie przychodzi po wspolczucie: sam mowi, ze nie wrocil zywy nie ze strachu przed carami, lecz ze wstydu. Zmarly, ktory ma cos do wyznania, jest o wiele trudniejszym gosciem niz zmarly, ktory tylko straszy — i o wiele bardziej ludzkim.
Formula „Pamietac — to nie lampa w oknie. To wziac w dlonie / i miod moj, i moj kamien" przenosi pamiec z porzadku sentymentu do porzadku odpowiedzialnosci. Zamkniecie „Nic mniej. Po tej stronie." nie domyka rachunku, lecz przekazuje go zy wemu: praca pamieci nalezy do tego brzegu.
Punkt zwrotny
Szosta strofa odwraca kierunek calego zdarzenia. Do tej pory czytelnik mial przed soba przybycie zmarlych; teraz okazuje sie, ze to bohater przez wszystkie lata nosil w sobie niedokonczone slowa swoich umarlych, „jak ziemie na grobie". Wiersz nie rozstrzyga, ktora z dwoch mozliwosci jest prawdziwa, i nie ma zamiaru rozstrzygac.
Ta strofa poszerza tez krag obecnych: obok tych z cmentarza szumia w tym samym wietrze ci, „co w powietrze / poszli dymem, bez grobu, bez daty, bez roku". Jedno zdanie wpuszcza do izby caly wiek dwudziesty, nie nazywajac ani jednego wydarzenia.
Ironia i przemilczenie
Ironia jest w utworze cicha i nigdy nie rozbija liryzmu. Bohater, ktory wrocil do domu przodkow, sam okazuje sie „gosciem we wlasnej komorze"; czlowiek, ktory przyjechal wspominac, myli imiona, daty i groby i zna swoich zmarlych „z nie swojej zaloby". To drugie zdanie jest wlasciwa diagnoza calego utworu: mozna pamietac nazwiska i nie pamietac nikogo.
Rownie wazne jest to, czego wiersz nie mowi. Nie wyjasnia, kim jest gosc, nie tlumaczy obrzedu, nie nazywa historii. Swiat niewidzialny jest tu wymiarem doswiadczenia, nie tematem wykladu.
Zakonczenie
Ostatnia strofa nie mowi ani slowa o tym, czy spotkanie bylo snem. Zamiast tego zostawia dwa fakty, ktorych nie da sie pogodzic: krzeslo jest odsuniete, jak wstaje sie od stolu — ale odsunac je mogl sam bohater; ostatnie zdanie zmarlych wypowiedzialy wlasne usta wnuka — ale nie wiadomo, od ktorego momentu. Dowody sie nie zgadzaja i wlasnie dlatego pytanie pozostaje otwarte.
Obraz otwierajacy wraca zmieniony. Lampa, ktora na poczatku stala tam, gdzie stac miala, na koncu ma stac dalej — lecz juz na kogos innego. Ostatnie dwa wersy przenosza pojecie powrotu z geografii do etyki: wrocic znaczy niesc czyjes slowo do konca i o nic nie prosic.
DZIADY I DUCHY PRZODKOW
Na dawnej Litwie, Bialorusi i Ukrainie dziadami nazywano zarowno zmarlych przodkow, jak i obrzad, ktory im poswiecano — najczesciej jesienia, w porze miedzy swietem Wszystkich Swietych a poczatkiem adwentu, choc obchodzono go i wiosna. Jego rdzeniem bylo karmienie zmarlych: na stole zostawiano potrawy, stawiano dodatkowe nakrycie, odlewano troche napoju, nie sprzatano po wieczerzy. Zmarlych wywolywano po imieniu i zapraszano do domu.
Ci zmarl i nie byli straszydlami. Byli krewnymi, ktorzy przychodza w goscine i ktorym cos sie od zywych nalezy — jedzenie, pamiec, wymowienie imienia. Wierzono, ze dusza pominieta, nienakarmiona, niewymieniona, tula sie i nie ma spokoju; obrzad byl wiec forma sprawiedliwosci, nie zakleciem przeciw grozie. Swiatlo w oknie mialo ta sama funkcje co talerz: pokazywalo, ze wracajacego ktos jeszcze oczekuje.
Obrzad ten dal tytul i materie drugiej czesci „Dziadow" Adama Mickiewicza, w ktorej gromada wzywa duchy do kaplicy i wysluchuje ich skarg. Mickiewicz uczynil z ludowego rytu forme sadu moralnego — kazdy z duchow mowi, czego mu w zyciu zabraklo i za co pokutuje.
Niniejszy poemat siega do tej samej tradycji, ale w innym punkcie. Nie ma tu ani kaplicy, ani gromady, ani guslarza; sa tylko dwa ocalale okruchy obrzedu — talerz stawiany w rogu izby i lampa w oknie. Caly dramat utworu polega na tym, ze gest przetrwal dluzej niz pamiec o jego adresacie: nadchodzi pokolenie, ktore nie wie juz, na kogo ten talerz sie stawia. Zmarly nie przychodzi wiec straszyc ani zalic sie. Przychodzi powiedziec, ze pamietac znaczy przyjac rowniez wine i ciezar poprzednich pokolen — i ze tej pracy nie zastapi zaden zapalony w oknie plomien.
ADAM MICKIEWICZ
Adam Mickiewicz (1798–1855) urodzil sie 24 grudnia 1798 roku w Zaosiu pod Nowogrodkiem, w rodzinie adwokata Mikolaja Mickiewicza, i dziecinstwo spedzil w samym Nowogrodku. Krajobraz tych stron — jeziora, dwory, cmentarze wiejskie, Niemen — pozost al materia jego wyobrazni do konca zycia.
W latach 1815–1819 studiowal na Uniwersytecie Wilenskim, gdzie nalezal do tajnych stowarzyszen filomatow i filaretow. Po studiach uczyl w szkole powiatowej w Kownie. W 1822 roku oglosil „Ballady i romanse", tom uznawany za poczatek polskiego romantyzmu; rok pozniej wydal drugi tom „Poezji" z druga i czwarta czescia „Dziadow".
W 1823 roku zostal aresztowany w procesie filomatow, a w roku nastepnym zeslany w glab Rosji. Przebywal w Petersburgu, Odessie i Moskwie; z tego okresu pochodza „Sonety krymskie" (1826) i „Konrad Wallenrod" (1828). W 1829 roku opuscil Rosje i juz do niej nie wrocil.
Na emigracji mieszkal kolejno w Rzymie, Dreznie i Paryzu. W Dreznie w roku 1832 powstala trzecia czesc „Dziadow" — dramat o wiezieniu, zeslaniu i cierpieniu narodu; w Paryzu w roku 1834 ukazal sie „Pan Tadeusz", poemat pisany trzynastozgloskowcem, do dzis najglosniejsza polska opowiesc wierszem. W latach 1840–1844 Mickiewicz wykladal literatury slowianskie w College de France.
Zmarl 26 listopada 1855 roku w Konstantynopolu, dokad wyjechal, by organizowac oddzialy polskie w czasie wojny krymskiej. Pochowany najpierw w Montmorency pod Paryzem, w roku 1890 zostal przeniesiony na Wawel.
Dla niniejszego poematu istotne sa dwa jego dziedzictwa: trzynastozgloskowiec „Pana Tadeusza" jako miara wiersza oraz obrzad „Dziadow" jako sposob obcowania zywych ze zmarlymi. Utwor nie nasladuje jednak zadnego z tych wzorow; korzysta z ich formy i ich pytania, budujac wlasna sytuacje, wlasne obrazy i wlasny glos.
NOTA EDYTORSKA
Tekst podstawowy: „Nocna rozmowa pod Nowogrodkiem", siedem oktostychow, 56 wersow. Miara: trzynastozgloskowiec (7+6) ze sredniowka po siodmej sylabie, rymy parzyste zenskie. Wszystkie 56 wersow zostalo sprawdzone pod wzgledem liczby sylab, polozenia sredniowki na granicy wyrazu oraz typu klauzuli; wszystkie 28 par rymowych sa rymami dokladnymi.
Utwor powstal w Tuapse 28 sierpnia 2026 roku. Wydania w jezykach bialoruskim (w cyrylicy i w lacince) oraz rosyjskim stanowia osobne tomy.
Начная размова пад Наваградкам
Паэма · Кірыліца і лацінка
Данііл Лазько
Туапсэ, 28 жніўня 2026
ПАЭМА
Дваццаць гадоув. Ключ рыпнуув. Сені — цемрай, ценем,
я ішоув праз іх сцежкай над сухім струменем.
Газоувка дзеда — там жа, дзе стаяць ёй мела.
Запаліув — і сцяна увся пажоўкла, дрыжэла,
за акном рвала вольхі голыя віхура,
і лес, прышпілены да ракі, гуув пахмура.
Далей, дзе сад канчаўся, ужо пад крыжамі
ляжалі мае. Кожны з маім імем — самі.
Не рыпнулі ні дзверы, ні дошка ув падлозе,
а дзед сядзеув за сталом, быццам у дарозе,
у плашчы, у якім ён на увсход — не з вайною,
а рукі меув на стале у поўным спакою.
Маувчаув. Глядзеув, як тыя, хто пра ўсё дазнаўся,
хто я. Я — толькі з імя. Сядзеув і не увзняўся.
І я не баяўся. Так баяцца не увмее
хто ув сваёй жа святліцы сам ужо чужэе.
— Я памятаю, — кажу, — як спяваув ты, дзеду,
тое, што баба нуціць з хлебам да абеду.
— Не я. Спяваув то Юзаф. Я не ўмеў ніколі.
Стаяув я побач. Побач стаяув і ув няволі.
Папраувляў мяне мякка, без дакору, злосці,
як той, хто жалі аддаув даувно, ув маладосці.
Я блытаув імёны іх, даты іх, асобы,
як той, хто ведае іх з чужое жалобы.
— Чаму не вярнуувся, дзед? Была ж тут дарога,
а тут тая ж газоўка, баба і трывога.
— Вяртаувся штоасені. Пакуль баба ув хаце
была — мне лямпу ув акне паліла, як маці.
Потым ніхто не ведаув, нашто ув той святліцы
стаіць талерка. Значыць — стаув я на граніцы.
Не уввайшоув. Нашто ув хату, калі не чакаюць?
І вяртаўся туды, дзе мяне не гукаюць.
— Не пра тое. Не пра стол. Прыйшоув я, унуку,
каб ты памятаув тое, чаго няма ув друку:
што, як бралі Юзафа, я стаяув пры плоце,
што каня яму не даув, як прасіув у слоце,
што не вярнуувся жывы: страшныя мне — людзі,
не цар — а сорам, ранкам што сціскае грудзі.
Памятаць — не газоувка ув акне за сваімі.
То увзяць мой мёд і камень. Не менш. Між жывымі.
І тады я пабачыў не зрокам, а тою
праувдай, што дом пазнаеш толькі за мяжою —
што ув хаце нас многа, што ув шуме таго ж ветра
шумяць і мёртвыя, і тыя, што ув паветра
пайшлі дымам, без магіл, без даты, без свету —
і што не яны прыйшлі да мяне ув ноч гэту,
а то — гэта я гады насіув іх з сабою:
нескончаныя словы — зямлю над труною.
Світанне. З Наваградка звон — праз раку, поле.
Крэсла адсунута. Ціш і пуста наувколе.
Лямпа гарэла. Яго апошняе слова
сказалі мае вусны. Пуста і сурова.
Не пагасіув. Хай стаіць ув акне, як стаяла,
не на дзеда — на мяне: каб мяне пазнала,
калі вярнуся. Знаю: вярнуцца — то насіць
чыё слова да канца, нічога не прасіць.
Данііл Лазько, Туапсэ, 28 жніувня 2026
LACINKA
Dvaccac hadou. Kliuc rypnuu. Sieni — ciemraj, cieniem,
ja isou praz ich sciezkaj nad suchim strumieniem.
Hazouka dzieda — tam za, dzie stajac joj miela.
Zapaliu — i sciana usia pazoukla, dryzela,
za aknom rvala volchi holyja vichura,
i lies, pryspilieny da raki, huu pachmura.
Daliej, dzie sad kancausia, uzo pad kryzami
liazali maje. Kozny z maim imiem — sami.
Nie rypnuli ni dzviery, ni doska u padlozie,
a dzied siadzieu za stalom, byccam u darozie,
u plascy, u jakim jon na uschod — nie z vajnoju,
a ruki mieu na stalie u pounym spakoju.
Maucau. Hliadzieu, jak tyja, chto pra usio daznausia,
chto ja. Ja — tolki z imia. Siadzieu i nie uzniausia.
I ja nie bajausia. Tak bajacca nie umieje
chto u svajoj za sviatlicy sam uzo cuzeje.
— Ja pamiataju, — kazu, — jak spiavau ty, dziedu,
toje, sto baba nucic z chliebam da abiedu.
— Nie ja. Spiavau to Juzaf. Ja nie umieu nikoli.
Stajau ja pobac. Pobac stajau i u niavoli.
Paprauliau mianie miakka, biez dakoru, zlosci,
jak toj, chto zali addau dauno, u maladosci.
Ja blytau imiony ich, daty ich, asoby,
jak toj, chto viedaje ich z cuzoje zaloby.
— Camu nie viarnuusia, dzied? Byla z tut daroha,
a tut taja z hazouka, baba i tryvoha.
— Viartausia stoasieni. Pakul baba u chacie
byla — mnie liampu u aknie palila, jak maci.
Potym nichto nie viedau, nasto u toj sviatlicy
staic talierka. Znacyc — stau ja na hranicy.
Nie uvajsou. Nasto u chatu, kali nie cakajuc?
I viartausia tudy, dzie mianie nie hukajuc.
— Nie pra toje. Nie pra stol. Pryjsou ja, unuku,
kab ty pamiatau toje, caho niama u druku:
sto, jak brali Juzafa, ja stajau pry plocie,
sto kania jamu nie dau, jak prasiu u slocie,
sto nie viarnuusia zyvy: strasnyja mnie — liudzi,
nie car — a soram, rankam sto sciskaje hrudzi.
Pamiatac — nie hazouka u aknie za svaimi.
To uziac moj miod i kamien. Nie miens. Miz zyvymi.
I tady ja pabacyu nie zrokam, a toju
praudaj, sto dom paznajes tolki za miazoju —
sto u chacie nas mnoha, sto u sumie taho z vietra
sumiac i miortvyja, i tyja, sto u pavietra
pajsli dymam, biez mahil, biez daty, biez svietu —
i sto nie jany pryjsli da mianie u noc hetu,
a to — heta ja hady nasiu ich z saboju:
nieskoncanyja slovy — ziamliu nad trunoju.
Svitannie. Z Navahradka zvon — praz raku, polie.
Kresla adsunuta. Cis i pusta naukolie.
Liampa harela. Jaho aposniaje slova
skazali maje vusny. Pusta i surova.
Nie pahasiu. Chaj staic u aknie, jak stajala,
nie na dzieda — na mianie: kab mianie paznala,
kali viarnusia. Znaju: viarnucca — to nasic
cyjo slova da kanca, nicoha nie prasic.
Daniil Lazko, Tuapse, 28 zniunia 2026
НАТАТКА ПЕРАКЛАДЧЫКА
Арыгінал напісаны польскім трынаццаціскладовікам (7+6) з цэзурай пасля сёмага складу і парнымі жаночымі рыфмамі. Пераклад захоуввае памер цалкам: усе 56 радкоў правераны на колькасць складоў і на тое, што цэзура падае на мяжу слова.
Страты названы паіменна. У трэцяй страфе знік сад: замест «spiewales w sadzie / pie;;, kt;r; babka nuci, gdy chleb na stol kladzie» стаіць «спяваў ты, дзеду, / тое, што баба нуціць з хлебам да абеду» — жэст рукі, што кладзе хлеб на стол, замяніўся на час дня. У той жа страфе «potem zawsze sta;em» перадана як «стаяў і ў няволі»: гэта канкрэтызацыя, якой у арыгінале няма, хоць яна і не супярэчыць лёсу дзеда.
У чацвёртай страфе «Stalem wiec u progu» перакладзена як «стаув я на граніцы». Парог — хатні, граніца — светабудаувнічая; узмацніувся матыў мяжы паміж жывымі і мёртвымі, але знік сам парог дома. У пятай страфе «wstydu, ktory rano budzi» стала «сорам, ранкам што сціскае грудзі»: абуджэнне замянілася на цялесны ціск.
У шостай страфе «bez daty, bez roku» перададзена як «без даты, без свету», а параўнанне «jak ziemie na grobie» — як прыдатак «зямлю над труною», без злучніка «як». Аднакаранёвая рыфма арыгінала «wietrze / powietrze» захавана: «ветра / паветра».
У сёмай страфе перанос захаваны, але слабей: у арыгінале радок абрываецца на «usta», і толькі наступны пачынаецца з «moje», так што прыналежнасць вуснаў даходзіць да чытача з затрымкай. Па-беларуску парадак адваротны: «Яго апошняе слова / сказалі мае вусны». Сэнс той самы, эфект спазнення — меншы.
Адзіная змена схемы: польскія «nosic / prosic» — жаночая рыфма, беларускія «насіць / прасіць» — мужчынская. Апошні двуradok перакладу мае мужчынскую клаўзулу, чаго няма нідзе больш у тэксце.
Лацінка пададзена без дыякрытыкі: ;, ;, ;, ;, ;, ;, ;, ;, ; перададзены як z, s, c, c, s, n, z, l, u. Такі запіс адназначна чытаецца, але не адрознівае некаторых пар зычных.
Ночной разговор под Новогрудком
Поэма · Перевод с польского
Даниил Лазько
Туапсе, 28 августа 2026
ПОЭМА
Лет двадцать. Ключ проскрипнул. Сени полны мглою,
я шёл по ним, как тропкой над сухой рекою.
И лампа деда там же, где века сидела,
я засветил — и стена дрогнула, желтела,
а за окном рвал ветер ольх нагие плети,
шумел, к реке пришпилен, лес, как в тёмной сети.
А дальше сад кончался, и там, под крестами,
лежали наши. С тем же именем — и сами.
Не скрипнули ни двери, ни пол на пороге,
а дед сидел за столом, как странник в дороге,
в том плаще, в каком ушёл не в войну — в чужое,
а руки всё лежали на столе, в покое.
Молчал. Так глядят на тех, кого долго ждали.
Он знал меня. Я его — по крестам едва ли.
И не страшно мне было. Так не убоится
тот, кто в доме отцовском сам, как гость, как птица.
— Я помню, — сказал я вслух, — как певал ты в хате
то, что бабка мурлычет хлебу на закате.
— Не я. То Юзеф, брат мой. Я не пел. Я рядом
стоял. И потом всю жизнь так же — тем же взглядом.
Поправил меня легко, не сердясь нимало,
как тот, у кого давно всё перегорало.
Я путал их имена, их даты и жизни,
как тот, кто своих мёртвых знал на чужой тризне.
— А что же не вернулся? Ведь была дорога,
а здесь та лампа, та же бабка и тревога.
— Я приходил осенью. Пока бабка света
не покинула, — лампу ставила мне эту.
Потом уж никто не знал, для кого в светлице
ставят эту тарелку. Стоял на границе.
Не вошёл. Для чего же дом, где не встречают?
И шёл я назад, туда, где не окликают.
— Не о том. Не о ней. Я пришёл, чтоб ты помнил
то, чего ни один лист бумажный не вспомнил:
что, как взяли Юзека, стоял за забором,
что коня ему не дал, как просил. С позором
я не вернулся живым: людей я боялся,
не царей, — а стыда, что под утро являлся.
Помнить — это не лампа в окне за своими.
Взять мой мёд и мой камень. Не меньше. Живыми.
И тогда я увидел не зреньем, а тою
правдой, что дом узнаёшь только за чертою —
что в избе нас много, что шумят с нами вместе
и те, кто в земле, и те, кто ушёл без вести —
ушли дымом, без могил, без даты, без роду —
и что не они ко мне пришли в непогоду,
а что это я года нёс их в себе комом
их недосказанных слов — как земли над гробом.
Рассвет. Из Новогрудка звон плыл через поле,
стул отодвинут — будто встал он поневоле.
Лампа ещё горела, а губы шептали
мои — его слово. Дом был пуст, как вначале.
Не гасил я. Пусть стоит в окне, где стояла,
уж не по деду — по мне: чтоб меня узнала,
когда я вернусь. Знаю: возврат — это носить
чьё-то слово до конца. Ни о чём не просить.
Даниил Лазько, Туапсе, 28 августа 2026
ОТ ПЕРЕВОДЧИКА
Оригинал написан польским тринадцатисложником (7+6) с цезурой после седьмого слога и парной женской рифмой. Перевод сохраняет размер полностью: все 56 строк проверены на число слогов и на то, что цезура приходится на границу слова. Рифмовка парная, женская, кроме последнего двустишия.
Потери названы по строфам. В первой строфе «wysch;y strumie;» стал сухой рекою, а лес, «do brzegu przypi;ty», получил добавленное сравнение — «как в тёмной сети»: это компенсация за рифму, которой в оригинале нет.
Во второй строфе «na wsch;d, nie na wojn;» передано как «не в войну — в чужое»: восток снят, косвенность указания на ссылку сохранена. «Ledwie z imion» стало «по крестам едва ли» — имена заменены крестами кладбища; смысл (знать своих только по надписи) сохраняется, но связь с третьей строфой, где герой путает имена, ослаблена. «Go;ciem we w;asnej komorze» передано как «сам, как гость, как птица», с прибавленной птицей.
В третьей строфе исчез сад: «;piewa;e; w sadzie» стало «певал ты в хате», а «gdy chleb na st;; k;adzie» — «хлебу на закате». Зато «z nie swojej ;a;oby» удалось передать точно и по-русски естественно: «знал на чужой тризне».
В четвёртой строфе «u progu» стало «на границе» — как и в белорусской версии: усилен мотив рубежа, утрачен домашний порог. В пятой строфе исчезла грязь («gdy prosi; w tym b;ocie»), но появился перенос «С позором / я не вернулся живым», которого в оригинале нет и который отчасти возмещает потерю. «Po tej stronie» передано как «Живыми».
В шестой строфе однокоренная рифма оригинала «wietrze / powietrze» по-русски невоспроизводима; вместо неё стоит «вместе / без вести», и образ ушедших дымом сохранён строкой ниже. «Niedoko;czone s;owa, jak ziemi; na grobie» передано как «нёс их в себе комом / их недосказанных слов — как земли над гробом»: прибавлено слово «ком», и оно работает на образ.
В седьмой строфе есть прибавление, которое следует назвать прямо: «a krzes;o odsuni;te» переведено как «стул отодвинут — будто встал он поневоле». В оригинале дан только факт, без истолкования; в переводе появляется тот, кто встал. Двусмысленность сохраняется (встать мог и сам герой), но она уже подсказана. «Izba pusta» стало «Дом был пуст, как вначале» — добавлено кольцо, которого в подлиннике нет.
Последнее двустишие: польские «nosi; / prosi;» — женская рифма, русские «носить / просить» — мужская. Финал перевода меняет клаузулу; это единственное отступление от схемы во всём тексте.
Свидетельство о публикации №126082805926