Za ciemna woda

(Польский текст приведен без диакритических знаков в связи с техническими ограничениями платформы)

Za ciemna woda

poemat

Daniil Lazko

Tuapse, 26 sierpnia 2026


Wieczor opada z wolna na rzeke i pola, 
mgly wstaja znad mokradel, po wodzie sie wloka. 
Przy moscie, gdzie czernieje pochyla topola, 
stoimy — dwoje ludzi nad woda gleboka. 
Rozmowa jest spokojna, jakby sie jechalo 
nie dalej niz do miasta: o koniach, o sianie. 
Ona mi wstazke wiaze na rece niesmialo — 
odchodze; w jej okienku swiatlo jak czekanie.

II 
Potem sa obce drogi, noclegi po wioskach, 
deszcz, co po dachach dzwoni w ciemnosciach jesieni, 
i ludzie, co mijaja, kazdy w swoich troskach, 
i pola coraz dalsze, i my — rozdzieleni. 
Czasem zza wzgorz w dolinie blysznie rzeka sina, 
obca — a przeciez plynie tak samo, jak nasza. 
I wtedy lek mnie chwyta: pamiec juz zaczyna 
blednac — jak swiatlo w oknie, ktore noc wygasza.

III 
Raz ktos w karczmie przy drodze wspomnial nasze strony: 
ze zima tam wczesniejsza, ze drogi zawiane, 
i dodal — slowo obce, jak kamien rzucony — 
ze serce znad tej rzeki innemu oddane. 
Nie wiem, czy prawde mowil — o nic nie pytalem. 
Noc byla. Szedlem dlugo brzegiem cudzej wody. 
I jedno wciaz wracalo: jezeli kochalem 
naprawde — czy potrafie kochac bez nagrody?

IV 
Byla noc w obcym domu. Nie spalem. W ciemnosci 
chcialem sie modlic — slowa plataly sie, drzaly. 
Az weszla w izbe cisza czyjejs obecnosci 
i usta same z siebie jej piesn przypomnialy: 
"Za woda, za ciemna woda 
swieci okno nad zagroda..." 
Nie wiem, czy to byl sen. Wiem: gdy sie rozwidnilo, 
juz nie prosilem o nic, co by moim bylo.


Nie wrocilem, choc drogi na wiosne stajaly. 
Napisalem jej tylko — bez skargi, bez prawa — 
slow pare: zeby dobre dni ja otaczaly, 
chocby mnie w nich nie bylo, byle jej laskawa 
byla dola. I odtad lzej mi bylo nosic 
te wstazke — juz nie jako zastaw, nie jak peta, 
ale jak znak, ze mozna niczego nie prosic. 
I przeszla ze mna zimy, po kieszeniach zmieta.

VI 
Po latach znowu stoje nad wieczorna woda. 
Most stoi jeszcze — stary, pochylony w cieniu. 
W oddali drga swiatelko nad czyjas zagroda — 
czy tam sie komus pali, czy w moim wspomnieniu? 
Wyjmuje stara wstazke. Jakze wyplowiala — 
wiatr od rzeki ja lekko podnosi mi w dloni, 
jakby ja tamta reka znow dzis zawiazala — 
a tamto male swiatlo odbija sie w toni.

SZKIC KRYTYCZNY 
Dwa znaki, ktore nie od razu sa znakami 
Poemat otwiera sie nie deklaracja, lecz pogoda. Wieczor, mgly, most, dwoje ludzi — i dopiero w tym pejzazu, jakby mimochodem, zapala sie swiatlo w oknie. W pierwszej strofie nie jest ono jeszcze symbolem: ktos w domu nie zgasl lampy, to wszystko. Podobnie rzeka: nikt jej nie nazywa granica, choc nia jest — dwoje ludzi stoi nad woda gleboka i za chwile jedno z nich odejdzie. 
Ta zwloka jest podstawowa decyzja utworu. Znak, ktory od razu przedstawia sie jako znak, przestaje dzialac; dziala dopiero taki, ktory czytelnik najpierw zobaczy jako rzecz. Dlatego swiatlo w oknie moze pozniej zmieniac funkcje, nie zmieniajac wygladu. 
W strofie drugiej zostaje odebrane: pamiec blednie "jak swiatlo w oknie, ktore noc wygasza". Nie ma tu zadnego wydarzenia — jest porownanie, w ktorym pamiec po raz pierwszy zostaje zrownana z czyms, co gasnie samo. To najcichszy, a przy tym najgrozniejszy moment poematu: bohater boi sie nie zdrady, lecz wlasnego zapominania. 
W strofie szostej swiatlo wraca, ale juz jako pytanie: czy pali sie komus tam, czy tylko we wspomnieniu. Pytanie zostaje bez odpowiedzi i to jest odpowiedz — dla wiernosc przestaje miec znaczenie, gdzie to swiatlo sie pali. 
Rzeka przechodzi droge odwrotna. Na poczatku rozdziela, w srodku mierzy czas: obca rzeka "plynie tak samo, jak nasza", wiec jest jedna woda i jeden czas dla obojga. W finale nie jest juz ani granica, ani zegarem — przynosi na jeden brzeg odbicie swiatla z drugiego. Ta zmiana nie zostaje nigdzie nazwana i lepiej, zeby nie zostala.

Wstazka: co czas robi z przedmiotem 
Przedmiot jest dobrany tak, by nie mial zadnej wartosci: nie medalion, nie pierscien, nie list — wstazka. Nie da sie jej sprzedac, zastawic ani odczytac. Przez to jej znaczenie jest wylacznie takie, jakie nada mu czas. 
I czas rzeczywiscie je nadaje, i to fizycznie. W strofie piatej wstazka "przeszla ze mna zimy, po kieszeniach zmieta" — to jedyne w poemacie zdanie, w ktorym podmiotem nie jest czlowiek. Wiernosc nie zostaje tu wypowiedziana, lecz zmierzona zuzyciem rzeczy. Dzi;ki temu wyplowienie wstazki w strofie szostej nie jest informacja od autora, tylko nastepstwem tamtych zim i kieszeni: symbol dostaje biografie. 
W finale wiatr od rzeki podnosi wstazke w dloni "jakby ja tamta reka znow dzis zawiazala". Zdanie jest ostrozne: nie ma tu zjawy, jest ruch powietrza i podobienstwo ruchu. Czytelnik dostaje dokladnie tyle, ile bohater.

Czwarta strofa: cofniecie znaku 
Punkt zwrotny jest zbudowany na odjeciu. W nocy, gdy mogloby sie wydarzyc najwiecej, nie ma swiatla w oknie, nie ma rzeki, nie ma wstazki. Jest bezsennosc, nieudana modlitwa — slowa placza sie i drzaly — oraz cisza, ktora wchodzi do izby. Zamiast obrazu przychodzi dzwiek: dwuwiersz piesni, jedyne miejsce, gdzie wiersz sie skraca i gdzie mowi nie bohater, lecz cos przez niego zapamietanego. 
Zdanie "Nie wiem, czy to byl sen" broni calej strofy przed rozstrzygnieciem. Mozliwe sa trzy odczytania: obecnosc rzeczywista, sen, albo doswiadczenie wytworzone przez pamiec i modlitwe. Poemat nie wybiera zadnego, poniewaz wybor uniewaznilby to, co nastepuje potem: przemiana bohatera nie moze zalezec od tego, czy dostal dowod. 
Jej miara jest ostatni wers strofy: juz nie prosil o nic, co by bylo jego. Nie "przestalem cierpiec" i nie "uwierzylem" — zmienil sie wylacznie przedmiot prosby.

Piata strofa: ofiara, ktora nie wyglada na ofiare 
Decyzja bohatera jest antyspektakularna: nie wraca, choc drogi juz przejezdne, i pisze list "bez skargi, bez prawa". Zdanie o prawie jest tu najwazniejsze — bohater sam odbiera sobie tytul do roszczenia. Modlitwa, na ktora go stac, dotyczy nie powrotu, lecz jej pomyslnosci, z dopiskiem "chocby mnie w nich nie bylo", ktory te modlitwe kosztuje. 
Strofa moglaby sie skonczyc wnioskiem; celowo sie nim nie konczy. Po zdaniu o tym, ze mozna niczego nie prosic, nastepuje nie moral, tylko wymi;ta wstazka. Uogolnienie zostaje przerwane rzecza.

Wobec Mickiewicza: co wzi;te, a co odrzucone 
Utwor jest pisany w optyce romantycznej, nie w cudzej dykcji, i warto powiedziec wprost, gdzie przebiega granica. 
Wziete zostaly cztery rzeczy. Po pierwsze — trzynastozgloskowiec ze sredniowka po siodmej sylabie, wiersz, ktory w polszczyznie potrafi byc jednoczesnie potoczny i uroczysty; tu pracuje przede wszystkim na potocznosc, skoro rozmowa o koniach i sianie miesci sie w nim bez wysilku. Po drugie — przekonanie, ze swiat niewidzialny nie przychodzi z zewnatrz, lecz odzywa sie przez rzeczy zwykle: przez cisze w izbie, przez zapamietana piesn, przez wiatr nad woda. Po trzecie — pejzaz jako nosnik pamieci, a nie dekoracja. Po czwarte — ukochana pozostaje osoba: ma wlasny gest, wlasne milczenie i wlasny los, o ktory sie prosi. 
Odrzucone zostalo to, co w tej tradycji jest najbardziej rozpoznawalne, a tutaj byloby wypozyczone. Nie ma machiny balladowej: nikt nie zjawia sie z oskarzeniem, nie ma winy, sadu ani kary. To roznica najistotniejsza. Romantyzm Mickiewicza bywa z ducha prawniczy — istnieje przewina, istnieje wyrok, istnieje jego wykonanie. Ballada o dziewczynie znad jeziora wystawia wiernosc na probe po to, zeby zdrade ukarac. Tutaj proba jest odwrocona: badany jest ten, ktorego nikt na pewno nie zdradzil, a pogloska pozostaje niesprawdzona do konca. Nie ma kogo skazac — i wlasnie dlatego bohater musi rozstrzygnac wszystko sam, bez pomocy wyroku. 
Nie ma takze alegorii narodowej, nie ma apostrofy, nie ma improwizacyjnej retoryki wielkiego "ja". Jedyne miejsce, w ktorym utwor podnosi glos, to pytanie zamykajace strofe trzecia — i zaraz potem opada. 
Ironia pojawia sie dwa razy i za kazdym razem dotyczy zludzenia panowania nad wlasnym zyciem: rozmowa prowadzona tak, "jakby sie jechalo nie dalej niz do miasta", oraz finalowe pytanie, w ktorym doswiadczony juz czlowiek nie umie odroznic swiatla cudzego okna od wlasnej pamieci.

Nota o wersyfikacji 
Szesc strof po osiem wersow. Wiersz podstawowy: trzynastozgloskowiec ze sredniowka po sylabie siodmej, wylacznie z klauzulami zenskimi, rymy krzyzowe (ABAB CDCD). Wszystkie czterdziesci szesc wersow podstawowych sprawdzono maszynowo pod katem liczby sylab oraz polozenia sredniowki na granicy wyrazu. 
Jedyne odstepstwo miesci sie w strofie czwartej. Dwuwiersz piesniowy jest osmiozgloskowcem o rymie parzystym — to cytat z pamieci, wiec mowi innym metrum niz reszta. Po nim dwa ostatnie wersy strofy rowniez rymuja parzyscie: strofa zamyka sie kadencja, a nie kolejny przeplotem, co odroznia scene nocna od pieciu pozostalych.


---

 BELARUSKI (kirylica bez litery "ув": wszedzie "у"; dodatkowo "ё" -> "е")

За цемнаю вадою

паэма 
пераклад з польскай

Данііл(Даніла) Лазько

Туапсэ, 26 жніуня 2026


Змярканне ападае на нівы паволі, 
туманы з-над балота паувзуць над затокай. 
Ля моста, ля пахілай і чорнай таполі, 
стаім удвух над плынню — над чорнай, глыбокай. 
Гаворым, як зауседы: што у полі паспела, 
пра коней, пра пагоду — нібы не растанне. 
Яна мне стужку вяжа на руку нясмела — 
Іду. А у ейным акне — святло, як чаканне.

II 
Пасля — чужыя вескі, чужая дарога, 
і вецер, і начлегі, і доугая слота, 
і сустрэчныя твары, і у кожным — трывога, 
Палі усе далей ад нас, і толькі самота. 
Часамі блісне рэчка — чужая, сівая, 
а гэтак жа, як наша, спяшае да мора. 
І страх: а можа, памяць ужо не жывая, 
як тое святло у акне, што гасіць прастора.

III 
Раз у карчме начлежнай вялася размова: 
што там раней марозы, цяжка ісці дадому, 
і нехта, быццам камень, кінуў злое слова — 
што сэрца там, з-над ракі, належыць другому. 
Не ведаю, ці прауда — не пытаў нічога. 
Была ноч. Доуга йшоў я уздоўж чужое воды. 
Вярталася усе тая ж начная знямога: 
ці ёсць яно, каханне, і без нагароды?

IV 
Ноч. Чужы дом. Не спаув я. І цемра стаяла, 
хацеў маліцца — словы блыталіся у роце, 
Ажно у пакоі ціша чыясьці настала, 
і вусны самі сталі шаптаць — у дрымоце: 
«Там, за цемнаю вадою, 
свеціць акно над хатою…» 
Ці сон то быув — не знаю. Ноч ужо мінала, 
не прасіув я нічога, што б мне належала.


Не вярнуувся, хоць вясной адталі дарогі. 
Я толькі напісаў ёй — без скаргі, без права — 
слоў пару: каб мінулі яе усе трывогі, 
хай нават і без мяне, абы ёй — ласкава. 
І стужка з той пары — знак: не заклад, не путы, 
а знак таго, што можна не прасіць нічога. 
І несці яе стала лягчэй праз пакуты, 
Прайшла у кішэнях зімы, змятая, убога.

VI 
Праз гады зноу стаю я над цемнай вадою. 
Мост стаіць яшчэ — стары, пахілы, у цені. 
Удалечы дрыжыць там святло над хатою — 
каму гарыць яно там — ці мне у летуценні? 
Дастаю тую стужку. Як жа збляклай стала — 
і вецер яе трохі падняў у далоні, 
як быццам тая рука яе завязала — 
а тое святло здалёк адбілася у тоні.

ZA CIOMNAJU VADOJU
Toj samy tekst lacinkaj, u varyjancie biez dyjakrytycnych znakau.
I
Zmiarkannie apadaje na nivy pavoli,
tumany z-nad balota pauzuc nad zatokaj.
La mosta, la pachilaj i cornaj tapoli,
staim udvuch nad plynniu — nad cornaj, hlybokaj.
Havorym, jak zausiody: sto u poli paspiela,
pra koniej, pra pahodu — niby nie rastannie.
Jana mnie stuzku viaza na ruku niasmiela —
Idu. A u jejnym aknie — sviatlo, jak cakannie.
II
Pasla — cuzyja vioski, cuzaja daroha,
i viecier, i naclehi, i douhaja slota,
i sustrecnyja tvary, i u koznym — tryvoha,
Pali usio dalej ad nas, i tolki samota.
Casami blisnie recka — cuzaja, sivaja,
a hetak za, jak nasa, spiasaje da mora.
I strach: a moza, pamiac uzo nie zyvaja,
jak toje sviatlo u aknie, sto hasic prastora.
III
Raz u karcmie nacleznaj vialasia razmova:
sto tam raniej marozy, ciazka jsci dadomu,
i niechta, byccam kamien, kinuu zloje slova —
sto serca tam, z-nad raki, nalezyc druhomu.
Nie viedaju, ci prauda — nie pytau nicoha.
Byla noc. Douha jsou ja uzdouz cuzoje vody.
Viartalasia usio taja z nacnaja zniamoha:
ci josc jano, kachannie, i biez naharody?
IV
Noc. Cuzy dom. Nie spau ja. I ciemra stajala,
chacieu malicca — slovy blytalisia u rocie,
Azno u pakoi cisa cyjasci nastala,
i vusny sami stali saptac — u drymocie:
«Tam, za ciomnaju vadoju,
sviecic akno nad chatoju…»
Ci son to byu — nie znaju. Noc uzo minala,
nie prasiu ja nicoha, sto b mnie nalezala.
V
Nie viarnuusia, choc viasnoj adtali darohi.
Ja tolki napisau joj — biez skarhi, biez prava —
slou paru: kab minuli jaje usie tryvohi,
chaj navat i biez mianie, aby joj — laskava.
I stuzka z toj pary — znak: nie zaklad, nie puty,
a znak taho, sto mozna nie prasic nicoha.
I niesci jaje stala lahcej praz pakuty,
Prajsla u kiseniach zimy, zmiataja, uboha.
VI
Praz hady znou staju ja nad ciomnaj vadoju.
Most staic jasce — stary, pachily, u cieni.
Udalecy dryzyc tam sviatlo nad chatoju —
kamu haryc jano tam — ci mnie u letucienni?
Dastaju tuju stuzku. Jak za zblaklaj stala —
i viecier jaje trochi padniau u daloni,
jak byccam taja ruka jaje zaviazala —
a toje sviatlo zdalok adbilasia u toni.


ЗАУВАГА ПЕРАКЛАДЧЫКА 
Пераклад захоувае польскую сілабіку: трынаццаціскладовік з цэзурай пасля сёмага склада, выключна жаночыя канчаткі, перакрыжаваная рыфмоука ABAB. Песеннае двухрадкоуе у чацвёртай страфе — васьміскладовік з сумежнай рыфмай, як і у арыгінале. Усе радкі правераны машынна на лік складоў і на тое, каб цэзура прыпадала на мяжу слова.

Страты, якія трэба назваць 
Другая страфа, апошні радок. У арыгінале святло у акне гасіць ноч; у перакладзе — прастора. Прычына рыфмавая, але вынік сэнсавы: у польскім тэксце вінаватая ноч, у беларускім — адлегласць. Гэта не горш і не лепш; гэта іншы вінаваты, і чытач мае пра гэта ведаць. 
Трэцяя страфа. Карчма «пры дарозе» стала «начлежнай»: беларускі радок не змясціў прыназоунікавай канструкцыі без страты цэзуры. Сэнс той самы — выпадковае месца, выпадковыя людзі, — але прапала сама дарога, якая у польскім тэксце звязвае гэтую страфу з другой. 
Шостая страфа, чацвёрты радок. Пытанне «ці у маім успаміне» перададзена як «ці мне у летуценні». Беларускі варыянт хіліцца крыху больш да сну, чым да памяці, — а у польскім тэксце гэта менавіта памяць. Раунавага трох магчымых прачытанняў фіналу пры гэтым захаваная. 
Рыфма з коранем «трывог-» ужытая двойчы, у другой і пятай страфе. Гэта саступка: зняць яе можна было толькі перабудовай цэлай страфы, а страфа стаіць добра.

Што захавана цалкам 
Галоунае — фізічны след: «Прайшла у кішэнях зімы, змятая, убога». Кішэні засталіся, бо на іх трымаецца увесь фінал: стужка выцвіла не ад часу наогул, а ад тых самых зім і тых самых кішэняу. 
Захавана і нявырашанасць чацвёртай страфы («Ці сон то быў — не знаю»), і тое, што апошні радок паэмы — вобраз, а не выснова: святло адбіваецца у тоні, і нічога больш не сцвярджаецца.

Пра лацінку 
Лацінскі варыянт пададзены без дыякрытычных знакау: z, s, c, c, s, z, n, u, l перададзены як z, s, c, c, s, z, n, u, l. Мяккасць зычнага перад галоснай пазначаецца, як і у звычайнай лацінцы, літарай i (nie, ciomnaju, sviatlo), таму большая частка мяккасцяў чытаецца і без дыякрытыкі; неадрозным застаецца толькі супрацьстаўленне тыпу c (ц) і c (ч).

За тёмною водою

поэма
поэтический перевод с польского

Даниил Лазько

Туапсе, 26 августа 2026
 
I
Смеркается. Река, туманы над лугами,
с болот они ползут, сплываются с водою.
У старого моста, под чёрными ветвями,
стоим — и мы вдвоём над самой глубиною.
О сене, о конях — беседа не смолкала,
как будто б до утра, а не на расставанье,
и ленту мне она несмело повязала —
иду. И свет в окне стоит, как ожиданье.

II
Потом — ночлег в избе и долгие дороги,
и дождь, что бьёт в стекло, и ночи затяжные,
и люди, что идут, у каждого — тревоги,
поля уходят вдаль, и дни идут пустые.
Порой из-за холмов блеснёт река другая,
чужая — но течёт совсем как наша речка.
И страх берёт: а вдруг и память — не живая,
как свет в чужом окне, что гаснет, будто свечка.

III
Однажды на пути дошла ко мне примета:
что там зима раней, что трудно выйти к дому,
и слово — как удар — упало без ответа:
что сердце с той реки отдано там другому.
Не знаю, правда ль то: я не спросил ни слова.
Была ночь. Долго шёл я вдоль чужой ограды,
и всё одно во мне вставало вновь сурово:
смогу ли я любить и не просить награды?

IV
Ночь. Чуждый дом. Не спал. И темнота стояла,
молился — но слова сбивались и дрожали.
Вошла в избу — не звук — а чья-то тишь — и встала,
и губы сами вдруг её напев шептали:
«Там, за тёмною водою,
светит окно над избою…»
Не знаю, сон ли то. Но знаю: до рассвета
я больше не просил ни знака, ни ответа.

V
Я не вернулся, хоть весной пути открылись.
Я только написал — без жалобы, без права —
слов несколько: чтоб дни её добром светились,
пусть даже без меня, — лишь бы судьба ласкава.
И лента с той поры — не путы мне, не плата
(и легче стало с ней в дорогах и туманах),
а знак, что можно жить, не требуя возврата.
Прошла со мной года, измятая в карманах.

VI
Спустя года стою над тёмною водою.
Мост всё ещё стоит — и в сумраке горбится.
Вдали дрожит огонь над чьей-то стороною —
горит ли он кому, иль только мне он снится?
Я ленту достаю — как выцвела, обвяла,
и ветер от реки её приподнимает,
как будто та рука её сейчас связала —
а тот далёкий свет в воде вторым мерцает.

ЗАМЕТКА ПЕРЕВОДЧИКА
Метр
Польский тринадцатисложник силлабичен: тринадцать слогов, цезура после седьмого, женские окончания. Прямая передача этой системы по-русски звучала бы подражанием силлабике XVIII века, то есть придавала бы тексту архаику, которой в оригинале нет. Поэтому взят исторический русский эквивалент польского александрийца: шестистопный ямб с цезурой после третьей стопы, женские рифмы, те же тринадцать слогов в строке. Все сорок шесть основных строк проверены программно на число слогов и положение цезуры; ударная схема выверена построчно.
Песенное двустишие четвёртой строфы сохранено как восьмисложник со смежной рифмой — то есть как чужая, «народная» речь внутри строфы. Сохранена и особенность четвёртой строфы: после песни последние две строки рифмуются смежно, и строфа закрывается кадансом, а не очередным перекрёстом.
Потери, которые следует назвать
Третья строфа, шестая строка. В оригинале герой долго идёт берегом чужой воды. В переводе — «вдоль чужой ограды»: точная рифма к «награды» не нашлась при сохранённом береге. Потеря реальная, потому что чужая вода — часть речного мотива; отчасти её возмещает вторая строфа, где чужая река показана прямо и сравнена с родной.
Четвёртая строфа, последняя строка. «Nie prosi;em o nic, co by moim by;o» переведено как «ни знака, ни ответа». Смысл сдвинут: в польском герой перестаёт просить о том, что стало бы его собственностью, в русском — о подтверждении. Это близкие вещи, но не одно и то же: оригинал говорит об отказе от обладания, перевод — об отказе от доказательства.
Первая строфа. Ирония названа чуть прямее оригинала: там разговор идёт так, «как будто ехал не дальше чем до города», здесь — «как будто б до утра, а не на расставанье». Расставание в оригинале не названо, в переводе названо. Взамен сохранены кони и сено — деталь, без которой сцена теряет обыденность.
Пятая строфа. Конструкция «не путы, не плата… а знак» разорвана строкой о том, что нести стало легче, и потому эта строка взята в скобки: иначе синтаксис читается как обрыв. В польском тексте порядок иной и скобки не нужны.
Что сохранено
Карманы в последней строке пятой строфы — «Прошла со мной года, измятая в карманах». Это опорная точка всего финала: лента выцветает не от времени вообще, а от тех самых лет и тех самых карманов, и потому шестая строфа не сообщает ничего нового, а лишь показывает следствие.
Сохранена нерешённость четвёртой строфы и предпоследней строки шестой: горит ли огонь кому-то там или только снится. Сохранён и характер финала — он остаётся образом, а не выводом: «а тот далёкий свет в воде вторым мерцает», то есть свет и его отражение существуют как две точки, и река, разделявшая в начале, переносит одну на другой берег.


Рецензии