Pami tnik Yisraella-Sary. Zamek Nedzica. Bia a Dam

Pami;tnik Yisraella-Sary. Zamek Nedzica. Bia;a Dama

Ariel Abarbanel

Дневник Исраеллы-Сары.
Duchy zamku Nedzica. „Bia;a Dama"

Jeste;my na wakacjach. Po holendersku - „vakantie". Tata zabiera; nas w g;ry i ka;dego dnia wymy;la;, jak nas zabawia;. Mamy map; z r;;nymi atrakcjami i zaj;ciami. Pewnego dnia wybrali;my ;adny zamek na zdj;ciu i pojechali;my do miejscowo;ci Nedzica. Pod wzgl;dem nawigacyjnym by;o bardzo blisko - oko;o 20 kilometr;w. „Jak z Bergen do Putte" - powiedzia; papie;. W pobli;u, ale potem zacz;;y si; najdziwniejsze przygody.
Wspinali;my si; samochodem na wysok; g;r; i pytali;my przechodni;w o drog;. Okazuje si;, ;e jeste;my w zupe;nie innym miejscu. To niesamowite! Jak to zrobi;e;? Nie wiem. Zejd; z g;ry. Ch;opcy sikali w krzaki, a my wybrali;my now; tras;. Zaczyna si; ;ciemnia;. Na ciemnym niebie nowy miesi;c „za;wieci; si;", ale jako; nie rado;nie, ale nieco z;owieszczo. Tata jest prawdziwym „drzwiarzem", nigdy si; nie poddaje – a my pojechali;my w g;ry now; tras;.
Kiedy nawigacja w ko;cu doprowadzi;a nas do w;a;ciwego zamka, zobaczyli;my go tylko z boku. Byli;my coraz bli;ej, ale on znowu pozosta;, jakby w oddali. Wznosi; si; nad wod; i by; o;wietlony tylko z jednej strony. Zaparkowali;my przy bia;ej kamiennej ;cianie i przy mo;cie po drugiej stronie. Most by; zamkni;ty barier; i nikt po nim nie jecha; ani nie chodzi;. Jest zupe;nie ciemno. M;j brat i ja pochylili;my si; nad barierk; - poni;ej by;a czarna, nieprzenikniona przepa;;. Na dole by;y kamienne stopnie.
- Chod;my na spacer, zasugerowa; tata.
- Tak, tak! - Zareagowali;my entuzjastycznie.
Nie wstawa;?
- Nie, oczywi;cie, ;e nie.
Zacz;li;my schodzi;. Na ;rodku schod;w bracia narzekali, ;e potrzebuj; przerwy. Kiedy schodzili;my na d;;, by;a tylko czarna woda i przyciemnione stare ;wiat;a. Nad nami znajdowa;a si; betonowa tama z pustymi ciemnymi oczodo;ami olbrzyma. Nast;pi;a cicha cisza, przerywana jedynie p;yn;c; poni;ej wod;.
- P;jdziemy na g;r;? Nie ma tu nic innego do roboty.
- Chod;my.
- Policzmy kroki.
- Chod;my.
Don-Jitzchak zacz;; skrupulatnie przyspiesza; i liczy;, ale wkr;tce zgubi; drog;. Tata szed; dalej.
- Dwie;cie sze;;dziesi;t! Dwie;cie sze;;dziesi;t jeden! - I p;aka;, gdy doszed; na szczyt.
- To dobra liczba, powiedzia; tata.
Poszli;my na miejsce i rozejrzeli;my si; dooko;a. Kto; sta; przed naszym samochodem.
- Tato, patrz, kobieta! - Wykrzykn;;em.
Rzeczywi;cie, by;a tam kobieta w bia;ej sukni ze smolistymi w;osami.
- Nie, moja c;rko, to mg;a. Noc g;stnieje, jest wilgotna, powiedzia; tata.
- Nie, kobieto!
Kobieta sta;a i patrzy;a na nas, ale nie mogli;my powiedzie; jej twarzy. Potem u;miechn;;a si;, jakby podnios;a r;k; i pomacha;a do nas. Odwr;ci;a si;, posz;a w stron; zamku i znikn;;a.
- Jaki; rodzaj obsesji, wymamrota; niejasno tata. - Mg;a. Chmura opad;a.
- Kobieto! - Sprzeciwi;em si;.
Nagle ca;e niebo zosta;o pokryte o;owianymi chmurami, a niewiarygodnie silny wiatr wzr;s;. By;o mro;nie.
- Wczoraj by;o trzydzie;ci pi;; stopni, by;o tak gor;co, powiedzia; tata. - Wsi;d;my do samochodu.
Usiedli;my i pojechali;my. By;y jasne b;yskawice z nieba, a deszcz huraganu bity, zmywaj;c wszystko. Reflektory o;wietla;y wypran; drog; gruntow;. Wylewa;o si; tyle wody, ;e wygl;da;o to tak, jakby otworzy;y si; okna niebios. Nawigacja doprowadzi;a nas do hotelu, ale z jakiego; powodu byli;my na granicy ze S;owacj;. Nad nami wisia; czarny wiadukt. Ruszyli;my dalej. Wszystko wygl;da;o z;owieszczo i nudno.
- Jaka; warunkowa granica i zupe;nie inne budynki i ustawienia. Nawet innego ducha! Jako miejsce i wszystko zale;y od osoby, kt;ra tam mieszka. Polacy - wszystko czyste, zadbane, tata spokojnie skomentowa;.
Potem przerwa; i doda;:
- Kiedy; by;y to W;gry. Nie by;o S;owacji, Czechos;owacji, Czechos;owacji. Wszystkie s; wymy;lonymi tematami! Jak;e smutni musz; by; W;grzy po traktacie z Trianon z 1920 roku.
Zawr;cili;my i zacz;li;my wraca;. Z ciemno;ci pojawi; si; ten ciemny i z;owieszczy wiadukt dziel;cy terytorium. Posta; kobiety, kt;r; widzieli;my w twierdzy Nedzica by;a bia;a na ;cianie!
- Tato, przesta;! Znowu kobieta w bia;ej sukni! Dajmy jej przeja;d;k;!
Tata spojrza; w jej stron;, a ja pomy;la;em, ;e jest bia;y, jak sukienka kobiety:
- My;la;e; o tym.
- Nie zrobi;em tego! Nie zrobi;em tego! - Krzycza;am.
Weszli;my pod wiadukt. Deszcz bi; i biczowa;, blokuj;c wszystko dooko;a. Jasne reflektory o;wietla;y drog;. Jechali;my i jechali;my jak w zaczarowanym labiryncie. Po nieokre;lonym czasie opu;cili;my tor ca;kowicie po drugiej stronie naszej ;cie;ki. By;o bardzo ciemno, ale w;ski miesi;c noworodka wci;; spogl;da; przez ciemno;;. Bezwzgl;dny deszcz nadal la;.
Dotarli;my do wej;cia do hotelu, a po chwili siedzia;em w pokoju przy stole, jedz;c wo;owin; z warzywami i chleb z apetytem. ;e m;j brat Jehezkel nie jad;. Dzi;kuj; bardzo! Ch;opcy ju; spali - tata przeni;s; ich do ;;;ek, a ja le;a;em w ;;;ku przez d;ugi czas, trawi;c obfity obiad. Przed moimi oczami sta;a kobieta w bia;ej sukni z lu;nymi w;osami, bardzo podobna do mojej matki, kt;ra pomacha;a mi uprzejmie.
P;;niej dowiedzieli;my si;, ;e ;ona w;a;ciciela Sebastiana Berzewicza, Umina, zosta;a zamordowana w tym zamku, ksi;;niczka Ink;w z Ameryki Po;udniowej (dzisiejsze Peru). Zosta;a tch;rzliwie zamordowana no;em przez prze;ladowc;w-Hiszpa;czyk;w, kt;rym nie powiedzia;a o skarbach Ink;w, o kt;rych wiedzia;a. Od tego momentu na zamku spoczywa kl;twa, a Uminu jest nazywana „Bia;a Dam;", kt;ra pojawia si; w nocy i strze;e skarb;w i jej tajemnic.
Papie; m;wi nam, ;e wszystko to wydawa;o si; nam, ale mo;liwe jest to, ;e dusza zmar;ych nie mo;e powsta; i p;j;; do ;wiat;w duchowych, je;li si; o ni; nie modli. Cierpi i cierpi, przywi;zana do tego samego miejsca. Takie cierpi;ce dusze i nazywane wszelkiego rodzaju „domem" i „duchami duch;w" - nie s; w stanie oderwa; si; i przej;; z materialnego ;wiata z powrotem do ich pierwotnego ;r;d;a. Taki jest nieszcz;sny los Uminy, ksi;;niczki Ink;w! Przyby;a do Europy, gdzie jej m;; zosta; zabity w Wenecji, a jej w;asny na W;grzech, a ma;y ch;opiec, syn Antonio, zosta; zabrany na Morawy i adoptowany. By; przywi;zanym do zimnych z;owrogich mur;w innych ludzi przez wieki! Ale jej potomkowie ;yj;.

I tata powiedzia; mi te; o dw;ch duchach w zamku po drugiej stronie ulicy. Jako napomnienie i przypomnienie dla ma;;onk;w, kt;rzy ci;gle si; k;;c; i nie mog; si; zgodzi;.
Niekt;rzy Brunhilda i Bohuslav mieszkali w zamku. Walczyli ca;y czas. Pewnego dnia, w przyp;ywie w;ciek;o;ci, Bohuslav wepchn;; Brunhild; do studni. Natychmiast ;a;owa; i poprosi; o przebaczenie. Ze studni dobieg; g;os:
Wybaczam ci, Bogus;awie - ;ysy.
Nast;pnego ranka m;j m;; zupe;nie ;ysie;.
Do dzi; idzie za swoj; ;on; i prosi j; o przebaczenie, a ich dusze nie mog; znale;; spokoju.

19.08.2026
Вена, Абарбанель

19.08.2026 Вена, Абарабанель


Рецензии