Pozny powrot

(Польский текст приведен без диакритических знаков в связи с техническими ограничениями платформы)

Pozny powrot 
Daniil Lazko 
Tuapse 
11 lipca 2026

Poznaje stara droge po sosnowym szumie, 
Po zwirze, co sie sypie spod nogi jak wprzody; 
Las stoi, jak stal zawsze, w tej samej zadumie, 
Jak gdyby czas ominal te piaski i grudy.

Wysokie trawy biegna za wiatrem do rzeki, 
Mgla nad Niemnem sie kladzie i o brzeg sie kruszy; 
Ksiezyc przez liscie olszyn saczy blask daleki, 
Ptak jakis za mgla wola — i nic sie nie ruszy.

Jest mostek — pod stopami ta sama deszczulka, 
Jest studnia i jest zuraw pochylony nisko, 
Jest przyzba, gdzie pod belka mieszkala jaskolka, 
I dwor, w ktorego oknach wygaslo ognisko.

Jest dab, na ktorym chlopiec wyrzynal imiona, 
Swoje i tamtej — nozem, do samego rdzenia; 
Dzis wodze reka: kora gladka, zablizniona, 
Jakby drzewo nie chcialo cudzego wspomnienia.

Nachylam sie nad studnia, gdzie miesiac na spodzie, 
I twarz siwa, nieznana, widze obok niego; 
Chlopiec, co sie przegladal w tej wodzie o wschodzie, 
Nie wyjrzy, chocby wolac az do dna czarnego.

Jest nawet glaz u brodu, com dzieckiem przytoczyl; 
Kazda sciezka na miejscu, kazda wierzba zywa; 
Dzis stanalem na glazie — nikt za mna nie skoczyl, 
Tylko woda jak dawniej pod stopa uplywa.

Ptak umilkl; sama rzeka szemrze kamieniami. 
Podnosze lisc klonowy, mokry od ksiezyca — 
Niech mi sie w ksiazce przespi zimami, wiosnami, 
Bo jemu nie zagrodzi drogi ta granica.

Raz jeszcze sie odwracam od ciemnego boru: 
W szybie odblask miesieczny jak lampa sie swieci — 
Tak samo plonal ogien w oknach tego dworu, 
Gdy czekano z wieczerza na spoznione dzieci.


Powrot, ktory niczego nie zwraca. O wierszu „Pozny powrot”

Wiersz „Pozny powrot” zbudowany jest na jednym z najtrwalszych motywow poezji romantycznej — powrocie wygnanca do stron rodzinnych — lecz rozwiazuje go wbrew utartemu schematowi. Nie mamy tu ani rozdzierajacej skargi, ani triumfalnego odnalezienia utraconego swiata. Mamy czlowieka, ktory idzie stara droga i po kolei rozpoznaje rzeczy: szum sosen, zwir pod stopa, mostek, studnie, dab, kamien u brodu. Swiat trwa. Dopiero pod koniec okazuje sie, ze to wlasnie jego nienaruszalnosc jest zrodlem bolu.

Fundamentem utworu jest przedmiotowosc. Uczucie niemal nigdy nie zostaje nazwane wprost — powstaje z rzeczy i z gestu. Poeta nie mowi „tesknie” ani „czas jest okrutny”; zamiast tego pokazuje deszczulke mostku, zurawia pochylonego nad studnia, wygasle ognisko w oknach dworu. Znaczenie rodzi sie z obrazu, a nie z deklaracji. Ta zasada — wlasciwa dojrzalej elegii romantycznej — decyduje o pow;ciagliwosci tonu: jest tu melancholia, lecz nie ma w niej rozpaczy ani sentymentalnego roztkliwienia.

Kompozycja opiera sie na anaforze „Jest…”, ktora wraca w kilku strofach niczym inwentarz ocalalego swiata. Kazde „jest” potwierdza istnienie kolejnego przedmiotu — most istnieje, studnia istnieje, dab istnieje, kamien istnieje. Nagromadzenie tych potwierdzen przygotowuje jedyny brak, ktory naprawde sie liczy. Punkt zwrotny wypada nad studnia: pochylony bohater widzi w wodzie „twarz siwa, nieznana”, a chlopiec, ktory niegdys przegladal sie w tej samej wodzie, „nie wyjrzy, chocby wolac az do dna czarnego”. To rozwiazanie psychologicznie bezbledne: utracony nie jest swiat, lecz dawny czlowiek. Krajobraz dotrzymal slowa — nie dotrzymala go mlodosc.

Motyw debu przynosi najsubtelniejsza note calego wiersza. Chlopiec wyrzynal niegdys w korze imiona — swoje i ukochanej; dzis dlon bohatera trafia na kore „gladka, zablizniona”, jakby drzewo „nie chcialo cudzego wspomnienia”. Kryje sie tu delikatna, w pelni romantyczna ironia: natura nie tyle przechowuje pamiec, ile ja wygladza, zabliznia, obojetnie zarasta. Dawny wlasciciel imienia stal sie dla drzewa kims obcym. Ironia ta nie jest efektowna ani gorzka — jest cicha, i tym mocniej dziala.

Symbolika nie zostaje nigdzie wylozona; wynika z nastepstwa obrazow. Szczegolnie znamienna jest strofa o kamieniu u brodu, przytoczonym niegdys dziecieca reka. Bohater staje na tym kamieniu — „nikt za mna nie skoczyl” — i widzi jedynie, ze „woda jak dawniej pod stopa uplywa”. Granica miedzy dawnym a obecnym „ja” nie zostaje tu ogloszona, lecz ukazana: nieruchomy czlowiek na trwalym kamieniu i czas, ktory plynie pod jego stopa jak dawniej. Symbol pojawia sie przed swoim slownym wykladem — i dlatego samo slowo „granica”, wypowiedziane dopiero w strofie nastepnej, pada z pelnym ciezarem.

Godny uwagi jest lancuch zywiolow wodnych, spajajacy druga polowe utworu: kamien — woda — rzeka — lisc. Woda uplywajaca pod stopa przechodzi w rzeke „szemrzaca kamieniami”, a rzeka wydaje z siebie ostatni obraz nadziei: mokry od ksiezyca lisc klonowy, ktory bohater podnosi, aby „przespal sie w ksiazce zimami, wiosnami”. Dla liscia granica czasu nie jest przeszkoda — przetrwa on zlozony miedzy kartami. To jedyny w wierszu gest ocalenia: nie da sie zatrzymac mlodosci, mozna jednak zachowac jej slad.

Zakonczenie unika puenty. Bohater odwraca sie od ciemnego boru i widzi w szybie dworu ksiezycowy odblask „jak lampa”; przypomina mu on ogien, ktory plonal tu niegdys, „gdy czekano z wieczerza na spoznione dzieci”. Obraz ten zamyka utwor podwojnym uderzeniem: bohater sam jest teraz owym spoznionym dzieckiem, ktore wraca, gdy nikt juz nie czeka i nie ma wieczerzy. Nie ma tu buntu ani zaloby — jest ciche pojednanie z losem. Odzyskac mlodosci niepodobna; mozna odzyskac wdziecznosc za to, ze kiedys byla.

Prozodycznie wiersz posluguje sie polskim trzynastozgloskowcem ze sredniowka po siodmej sylabie i strofa czterowersowa o rymach krzyzowych — miara narracyjnej, epicko-elegijnej intonacji, ktora niesie opowiesc bez podnoszenia glosu. Ta sama forma pozwala utrzymac melodyjnosc i naturalnosc skladni, unikajac zarazem retorycznej emfazy. Wiersz czerpie z ducha polskiego romantyzmu — z narracyjnej plynnosci i intymnej powagi — nie poslugujac sie jednak zadnym rozpoznawalnym zwrotem ani obrazem zaczerpnietym z konkretnego utworu. Jest to rzecz w pelni oryginalna, jedynie zestrojona z estetyka epoki: powrot, ktory niczego nie zwraca procz pamieci — jedynej ojczyzny, ktorej czas nie potrafi odebrac do konca.


Поздний возврат
Певческий перевод с польского
Я старую дорогу узнаю по шуму
сосновому, по хрусту песка под ногою;
лес тот же, что и прежде, в той же самой думе,
как будто время эти пески обходит стороною.

Высокие бегут за ветром травы к речке,
ложится мгла над Неманом и крошится у брода;
сквозь листья ольх сочится лунный свет далёкий,
за мглою птица кличет — и замерла природа.

Вот мостик — под ногами та же половица,
вот сруб колодца, вот журавль, склонённый низко,
вот завалинка, где под стрехой жила касатка,
и дом, где в окнах пламя погасло без остатка.

Вот дуб, где мальчик вырезал когда-то имена —
своё и той, что рядом, — ножом, до сердцевины;
веду рукой сегодня: кора гладка, ровна,
как будто чуждой памяти не приняло дерево доныне.

Клонюсь я над колодцем, где месяц лёг на донце,
и рядом с ним седое, чужое вижу — я ли?
Тот мальчик, что глядел в ту воду на восходе солнца,
не выглянет, хоть кличь его до чёрной глуби дали.

Вот даже камень в броде, что я подкатил ребёнком;
все тропки на местах, и верба всё жива;
встал на камень сегодня — никто не прыгнул следом,
лишь, как и встарь, вода под стопою течёт едва.

Птах смолк; одна лишь речка бормочет над камнями.
Я подниму кленовый лист, от лунного намокший, —
пусть в книге он проспит и зимы мои, и вёсны,
ведь для него граница эта не заслонит дороги.

Ещё раз обернусь я от тёмного бора:
в стекле отсвет луны, как лампа, чуть трепещет —
так и в тех окнах прежде огонь горел, покуда
с ужином ждали к дому запоздалых деток.
;
От переводчика
Настоящий перевод — не подстрочник, а певческое переложение, стремящееся сохранить интонацию оригинала, а не буквальную точность словаря. Воспроизведены четверостишия с перекрёстной рифмовкой и общий элегический строй; польский тринадцатисложник передан вольным разностопным стихом, поскольку точный силлабический размер в русской традиции звучал бы искусственно.
Некоторые потери неизбежны и должны быть названы прямо. Анафора «Jest…», в польском тексте сухая и инвентарная, по-русски передана оборотом «Вот…», который чуть теплее и указательнее оригинала. Строка «com dzieckiem przytoczyl» с подвижным энклитиком -m — грамматизм эпохи, не имеющий русского соответствия; передан нейтральным «что я подкатил ребёнком». Ключевая двойная функция строки «Tylko woda jak dawniej pod stopa uplywa» — сцена и символ времени одновременно — в переводе сохранена, но русское «течёт едва» вносит оттенок замедления, которого в польском нет. Наконец, финальное «spoznione dzieci» по-русски передано как «запоздалых деток»: уменьшительность здесь чуть мягче польской и слегка сдвигает тон к нежности.


Рецензии