10 стихов на польском 10 wierszy po polsku
* * *
Zabierz mnie, moj snie, daleko.
Mozesz na step zakurzony
— przynajmniej w jakies miejsce.
Ja tesknota, co zabita i polegla,
zamykam beznadziejnosci lancuch.
Moze piosenka stworze w przekroju,
moze umy nakarmie w glowie,
ale staja sie tesknota ludzkie,
co zapisze sie kropka w strofie.
Ale spokoj! Kazdy dzien jest ostatni,
on posli od siebie lekki wiatr.
Jago sloneczny promien, wskazowka,
spleciona nie w naszym swiecie.
Ona moje serce z zachwytem drapa;a,
dzienny sen zsylala nam na ziemi;…
i poki ten deszcz nie spadl caly,
ja powiedzialam: dalej zasnijmy.
W glebinach poduszki mi miekko—
tam, gdzie kosmos w oczach jak odlamki,
gdzie chcialabym napic sie mroku,
gdzie dwoistosc mnie stala sie troistoscia,
i gdzie deszcz, co przychodzi cichutko…
Kwiecien 2022
2.
WIECZORNIE
Olegowi M.
I.
Wpatrywalam sie wczoraj szeleszczacej zaslony,
kogo pokocham — wezme e owine w slowa:
na lato, w deszcz, na jesien owine w
opadaja e liscie,
i potem na zime.
Nastepnie na wiosne osune mi sie
jak brzoza, zaczne melodyjna spiewac:
kropli piesn.
Ja spiewalabym, dopoki nie
stopie sie ze sniegiem;
dopoki ze nie znalazlabym jej, tak wiele harmonii,
gdyby nie przynioslyby mi jej rymy.
II.
Ja nauczylam sie twojego wzroku na zawsze.
Rozumiesz? Zapamietam go:
Tylko nie badziemy uczyc sie twierdzenia,
ale polozymy sie na skale,
jakby pielgrzymy, ktory sa zmeczono od Bogiem.
Moj wiersz do Ciebie nie wytrzyma ani rytmu,
ani metryki, poslanca popedu,
ani rymow, czyli tworczyni pryzmatu,
ktora wpada w Ciebie, jak noca
wpadaja ludzie w zapomnienie.
Pazdziernik 2024
3.
* * *
Bylo to odleglego lata
«dwadziescia lat temu»,
gdy moj ojciec dal mi
swoje czarne spojrzenie
z bagazem swojej
szorstkosci.
Potem bylam obdarzona zlotymi wlosami,
uznawanymi za jeszcze jedna jego ceche,
nie wykluczajac rymow w ich chorze,
w ich lsniacej szkodliwosci
przy kazdej mojej probie
zycia, zamykajac uszy,
przy kazdej mojej probie
odwrocenia mojego wzroku od tego
co on zrobil w to blogoslawione lato,
podczas gdy juz dmuchalo ognisko
mojej nie wypowiedzianej,
dalekiej, lecz zblizajacej
rzeczywistosci.
17 czerwca 2023
4.
* * *
«Ja nie zadzwonilabym dzwoneczkami
gdybym wiedziala, ze wchodzisz w serce z taka latwoscia»
Amelia Rosselli
Tesknie za toba jak teskni jedna skamieline za jej odkrywca.
Jestes odkrywca moich wspomnien, ktore pisalam do ciebie.
Wydobywasz ich bez litosci dla mnie,
wkradasz sie az do serca, gdzie
zostawiasz pekniecia.
Co mam zrobic?
Przeklinam druga polowe, ktora
odrywa sie i unosi
(nienawidzilam czestego naduzywania slow);
oni jak martwe stalo.
Ale cialo jest wciaz zywe,
tysiac raz, kiedy bylam «alive»,
ale w srodku siebie spiewalam «dead».
Jedna poetka,
pewnego dnia mnie nie znajomego
zniknela w nigdy nieotwartej walizce pamieci
(bo nie pamietam dnia, w ktorym ja
przeczytalam,
ale tak dobrze, tak lapczywie dobrze
pamietam oczy, ktore ci pozeralam);
(bo jesli ja otworze [walizce],
pozre mnie jak pierwszy pocalunek
nigdy nie nasycony tob):
Tesknie za kazda smierci;,
ktora widziala twoje narodziny,
i z kazda smiercia ktora przezywam
i ozywam.
Jak bardzo chcialabym, zeby byly moje
te s l o w a,
moje!
Tylko dla tego, zeby tobie ich pokazac,
ale ty, z tamtej strony kontynentu
zobaczysz je
i nie zrozumiesz.
I wtedy,
obroconym w moja strone,
jakbys chcial wziac oddech,
przyniesiesz mi pytanie,
spojrzysz na mnie:
to ja jestem tymi wersami.
Tak zadawala bol sol,
ktora mi zaoferowales podczas
naszego ostatniego obiadu.
To jest jakby miec rozne kultury
jedzenia
nie twojego,
najpierw nie mojego,
a potem: nikogo.
Niespodziewany:
calus i podpis.
26 grudnia 2024
5.
MOSKWA 2022
My, ktorzy tym miastem jestesmy dreczeni,
ci;gniemy liny naszych sil.
My wszyscy jestesmy ledwo rozroznialni,
ale czy Moskwa jest rozroznialna?
I bede mowic, lub nie bede,
ale w trzech pierscieniach mi sie skostnieje.
I kiedy uderze glowa w asfalt:
to znaczy, ze “umiem zyc”.
Z zawrotami glowy,
od mauzoleum do Nikolskiej
odwieczne prawo naszego kraju mowi —
musisz sprobowac polskiej smarowidla,
wchodza jak gosc,
i usiasc na zagraconym stolku,
i rozmawiac o tym, o tamtym
prostymi slowami — o niczym.
I dlugim sloncem schodzaja,
schodzam do wnetrza metra,
w wagonie usiedam mi daleko,
do nieznanej Obrazenki.
I spij, poki sny nie przyjda nigdy wiecej,
ogladajac przez okno w piecdziesiatym
w jakiej odleglosci zdecydowal sie hustac
tramwaj z cichym tetnem.
Trzy stacje kolejowe:
Masakra!
Znowu tutaj.
Uzaleznienie od czasu
swietnie spelnilo swoja role.
W tej stolicy, w tym centrum,
w tym punkcie setki,
jak mowi sie w centrum druku,
wycieki sa coraz wieksze.
Byly plywy wszelkiego rodzaju –
plywy na czole, muza z lirami,
gdzie zasnelismy w wagonie
pod tym, co sluchaja pasazerowie.
Spojrzysz do kielicha – jest wypita.
Tak, kielich namietnocci jest wypity.
Milosc i strach sa teraz nic dla mnie.
Prawda pozostaje tylko w ustach.
Tylko czyj los to domino,
szczescie ktorego jest sto na sto,
jak sie mowi, los [jak tylko sprobujesz
go] oddzielic — zobaczysz pustke.
Zobaczysz, ze wszystko jest rozroznialne —
pudelka nowych, zniszczonych budynkow.
Okazuje sie, ze swiat jest taki sam we wszystkim
z obszarow roznicowania odpadow.
Zrozumiesz, ze swiat to kino
w ktorym jestesmy znanymi aktorami,
a ktorego celem jest
sacralizowac montazystow.
Pisze swoj wiersz,
gdzie wystarczajaco slow to liczba „wiele”,
nie mozesz ich odjac, ale znajdziesz temat,
ktorego nie znajdziesz, powiem…
ale konieczny, gdy patrzysz
przez wizjer nieznajomego.
Tak przyszedl z pomyslow
pod rymy wersow, ktore napisalam.
Pisze dla was, dla honoru
tech, kto za morzem.
Jestem jak zlamanie — gdzie bym sie nie pchal —
bede kontynuacja wiersza!
Rzuc mnie, gdzie chcesz,
ale wyrwe sobie cale gardlo.
Ty, Boze, wysluchasz – nie zaufalbym
jak noz na kamniu!
Jak sie mowi, jestesmy krusi od slowa,
ale z mojej kruchosci krzycze “Vivat”!
Z czystym sumieniem na lodzi
wroce do swojej ojczystej fregaty.
Blyskanie inspiracji z pior,
wosk sie rozlal, tak jak ksiezyc,
grudka tego momentu
w wierszu zostaje ocalalej: jestem ocalala!
Bede kontynuowac te wieczna niewidzialnosc
w zlosliwosci nocnych rymow,
dla tego honoru jestem niesiona
z latarni do latarni...
Czas przykrywa zaslony,
plynie, zastapiony polsnem.
Polksiezyc jest gladki,
wiatr jest bryza.
Latarnia ze swoimi swiatlami
do ucha szepcze o sobie,
ale ja, mrugajac oczami,
nie rozumiem jej, i nie zrozumiem.
Deszcz wychodzi nagi.
Zegar wciaz idzie swoja droga, umierajac.
Dwie strzaly lezac,
pomysla, ze noc jest glucha.
Ale bije "tik" i bije "tak",
jedna w nocy wierzy, ze byla jedyna,
ktora stworzyla swiat, i tak
zegarmistrz
znow
zrobil swoja prace.
styczen — czerwiec 2022
6.
* * *
Emanuele M.
W ciszy pokoju,
(ktorego koloru juz nie pamietam),
lecz twoje slodkie wspomnienie,
pozadliwe pragnienie:
ja, posiadajacy ciebie w zarliwym
tancu.
Kim oni byli?
My nienasyceni, ktory jestesmy w scislym uscisku?,
podczas gdy nasze serca
pulsuja,
zjednoczone w ekstazie jekow i lkan?
Wedrowalismy, pragnelismy,
miedzy tym, co nierealne, a tym, co namacalne —
my gubilismy sie w spojrzeniach nielasciwych cial,
w slowach zdlawionych pozadaniem,
wytyczajacanych od namietnosci
w ogromnym wszechswiecie istnienia.
Wiec gdzie mamy zboczyc,
(jesli w ogole to musimy zrobic) —
jesli nie poza granice intymnosci?
Teraz spokoj nie jest juz teoria:
to twoj cieply glos, ktory mnie otula.
Ludzie zle o nas mowia,
ze umrzemy przez siebie nawzajem:
Milosci, uwazaj,
to sa
klamstwa owiniete
pod spojrzeniami
falszywych bogow.
Polozmy nasze ciala
na tej ziemi poki co:
twoja dlon, pieszczac mnie,
uczyni z ciebie przystan —
Milosc, jestes uleczeniem
na kazda moja udreke.
Slodkim koncem moich lekow.
Moja odnaleziona czesci;:
jestem twoim oddechem,
a ty: moim plucem.
31 pazdziernika 2025
7.
* * *
«Myslalem o tobie i o tym, ze pustka
moze obiecac jedna rzecz: pelnie —
i ze pewien rodzaj snieznej pustyni
peka z nadmiaru szczescia.»
Adam Zagajewski
Przypadkowo spotkales cud.
Niespodziewany usmiech
spotkalem tak:
przypadkowy.
Od teraz nie wierze "na wszelki wypadek".
Jestes jak slonce calujace sie rano,
caluje mnie,
caluje swiat.
To dlatego, ze swiecisz bardziej niz diament,
wiecej niz mozesz sobie wyobrazic;
czasami tez nie moge tego zinterpretowac.
Fascynuje mnie caly moj umysl.
Jestes poezja, ktora rodzi sie ze spotkania,
ponadczasowe piekno, o ktore uwielbiam dbac,
piekno oczu, aby chronic.
31 stycznia 2026
8.
* * *
«It's been so lonely without you here
Like a bird without a song
Nothing can stop these lonely tears from falling…»
“Nothing compares 2 U” — Sin;ad O’Connor
Chcialabym dotknac
twojej twarzy
pulsowaniem mojej dloni,
ale samo myslenie o tym
sprawia, ze serce ucieka mi z gardla.
Wiec, jesli bym to zrobila,
z nas dwojga pozostalaby
tylko jedna biedna kaluza,
podczas gdy chcialabym ozywic
bieg rzeki,
ktora znajduje swoje zrodlo
w morzu moich slow.
Chcesz w nawiasach,
czy wystarcza przecinki
abys mogl zrozumiec:
jesli pewnego dnia
zabija milosc do ciebie,
to jakby pozostawili mnie
bez marzenia o twojej twarzy,
zarowno twojej,
jak i mojej.
Co to znaczy?
Zostane taki, jaka ja bylam,
bez dostrzegajacego swiatla
w twoim usmiechu,
a w kazdym zebie za tym usmiechem,
pewnego dnia,
bez powtarzania sie,
na korytarzu.
2023
9.
* * *
Nie ma odlamkow,
ani kropek…
O Boze, — jaka noc!
Ani kropek,
ani przecinkow do przewo;cenia i torturowania,
ktore po obrocie
odlecialyby!
Nie dano manny niebieskiej…
niechaj ani tego, ani owego
nie powinienem oczekiwac.
O Boze, zeslij mi z nieba
w tym celu
sito przez okno!
Ale sfery nadal kreca sie na niebie…
pokazuja mi:
tam jest moja gwiazda!
ktora szybko niesie mnie z nocy w poranek,
gdzie unosi mnie i gwaltownie porzuca.
Z nie polecielismy nad miasto,
nad dusze we snie,
ktore budzac sie znalazly mnie
zawieszona na galezi drzewa…
Nie ma wyjscia.
maj 2022
10.
* * *
Emanuele M.
Wiele pytan pojawia sie, gdy twoje serce sie ciezszy pod nocami, ktore wloka sie powoli jak weze, podczas gdy wspominam to marcowe popoludnie, lezac na naszych cialach, gdy cie zapytalam: «Czy tak bardzo we mnie watpiles…?»
To szesc miesiacy, siedem, osiem, rok — jak ulamek czasu — wiecznosz uczuc, ktora moglaby mnie uzrobic przeciwko twojemu powiedzeniu, ze moje slowa sa jedyne, ktore cie ratuja, a jednak ta nadmierna radosc, ktora moglismy dzielic miedzy Rzymem i Florencja w sierpniu, teraz wydaje mi sie pusta bez ciebie.
Zawsze staralam sie budowac swiatlo, nawet gdy niebo bylo szare i mialem nadzieje na burze moich nigdy niespelnionych marzen: nasza wspolna choroba inaczej sie nazywa szukanie drog i wymowek, aby byc mysla twojego ciala nieodlaczna od mojego.
marzec 2026
Свидетельство о публикации №126042504958